piątek, 9 stycznia 2015

Hellooo

Hej, ho. Jest tu kto? :) 

Melduję, że u nas wszystko wporzo! Bunt pełną parą, ale skoro jeszcze udaje mi się coś skrobnąć, to znaczy, że tragedii nie ma, z okna nie wyskoczyłam. Trochę może posiwiałam i przytyłam, bo jak Olek ma wściek, to i ja. A jak mam wściek, to tylko czekolada może mnie uratować. No ale pierdu pierdu. Post będzie totalnie z d.. tyłka. O wszystkich mało istotnych sprawach, no, jak zwykle. 

Jeden.
Chcecie wiedzieć jakie było pierwsze słowo Olka po rozpakowaniu prezentów świątecznych? 
KINDEJ! 
Biczuję się. To ja mu kupiłam pierwsze kinder jajo. 
Do tego doszło, że mówię -Olek, zrobimy placuszki, mama wbije jajko
Olek: -KIIIIIINDEEEEEEEEEJJJJJJJJJJJJJJ (płaaaaacz)
Tak, moje dziecko miało nie jeść słodyczy. Miało. Jest odwyk. Koniec słodyczy, matka też postara się ograniczyć tzn. spożywać tak, żeby dzieciak nie widział.

Dwa.
Olek mówi "Śimak, śimak!" i matka musi wymyślać co by temu ślimakuu (wiem, ślimakowi).
Śpiewa "Choiko, Choiko", piękna jak laaaaas.
Mówi "Idzie jak, idzie jak" i matka musi złapać i udziabnąć jak na prawdziwego nieboraka przystało, jakieś trzysta razy czy pięćset.

Trzy. 
W sklepie przy półce z browarami wołą "piwo!". Patologia. 

Cztery.
Mówi też brzydkie słowo, rzadko bo rzadko, no ale podłapał pieron jeden. Trzeba uważać co i kiedy można. Mężowi czasami się wyrwie jak 27374654 raz dzwoni telefon służbowy. Teraz jak tylko słychać dzwonek to Olek pod nosem buczy "kuwa". 

Pięć. 
O  właśnie, składa pierwsze proste zdania np. Mamusiu chodź ... do nas!
Mówi "chyba njiiieee". Ostatnio przylazł i pokazuje na brodę i mówi bziuuu, pytam, czy tata się goli a ten mi drwiąco "chyba njieee". Umie też odpowiedzieć "chyba Ty", taki cud.

Sześć. 
Czas coś zjeść.

6 komentarzy:

  1. No to teraz już pójdzie z mową jak burza - nasi zagadują nas na śmierć :). Faza Kinder też, była, a jakże - młodszy nawet dostał Kinder w paczce pod choinką. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwierz jak sie rozgada to będziesz sie modlić żeby było trochę ciszy :) tak było z moimi trojakami, martwiłam sie brakiem mowy a teraz martwię sie ze mnie zagadają na śmierć :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jajka z niespodzianką to moje przekleństwo...młody jest uczulony na czekoladę więc musiałam mu je wyperswadować po tym jak ciocie co chwilę mu je podrzucały:/ Nela na szczęście nie przepada za słodyczami:P Trzymam kciuki za Wasz odwyk:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak już zaczyna składać zdania, to tylko patrzeć jak ogarnie Was słowotok:)

    Moja teściowa chciała kindejami zainspirować nasze dziecko i choć Jaga czekoladę nawet względnie lubi (ale landrynki są o niebo lepsze...), to jajka Jadze do gustu nie przypadły. Są to są, nie ma to nie ma - uff:)

    Co do q..a to nie dawno siedzi młoda i rysuje i słyszę: "o kujwa!" A za chwilę riposta dla samej siebie "nie wolno Jagódka, nie wolno"

    Pozdrawiamy

    OdpowiedzUsuń
  5. Ej, nie mam powiadomień o Twoich postach ;/ A tu tyle ciekawostek - u nas też "piwo" pięknie wychodzi (szczególnie przy ludziach), no i "pajac", gdyż tacie kiedyś w samochodzie się wyrwało ;) Muszę to spisać, no! CO do czekolady i buntu dziecka - mamy to samo - AMEN :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Skąd ja to znam! Mój chrześniak tak samo "terroryzuje" o jajka niespodzianki :D Tylko zamiast kindej mówi "ciuciu" i ciężko go przekonać, żeby zjadł normalnie :P Oczywiście pod choinkę musiał dostać odpowiednią ilość jajek niespodzianek inaczej byłby płacz :D

    OdpowiedzUsuń