piątek, 28 lutego 2014

Skill

Jak wiecie Olek śpi w naszym łóżku. Śpi tam nie tylko w nocy, ale też w ciągu dnia, sam.
Do póki nie był zbyt ruchliwy to zostawienie go w dzień, śpiącego w drugim pokoju nie było problemem. Problem pojawił się kiedy Miś zaczął raczkować. Bardzo, bardzo chciał zejść z łóżka... najlepiej głową w dół ;) Później zaczął się wspinać, wstawać i barykada z poduszek już nie dawała rady. Toteż od kilku dni matka zaczęła pokazywać, jak się z łóżka schodzi.

Jak tylko Olek zbliżał się głową do krawędzi, odwracałam go tyłkiem, "spychałam" i mówiłam, że trzeba schodzić tyłem.
Zbyt dużych nadziei nie miałam, syn mój uparty i jednak schodzenie "na główkę" zdecydowanie bardziej mu odpowiadało. Aż do dziś.
Zbliżył się do krawędzi łóżka, spojrzał na mnie, powiedziałam tylko "tyłem synku". Miś odwrócił się dupką, zsunął z łóżka i stanął na nóżki!

Teraz tylko się boję, że jak będę spać to Miś się wybierze na wykopaliska do kociej kuwety. Chyba przy okazji zaczniemy zamykać drzwi od sypialni. 

No, wiem, podniecam się jak głupia, ale mnie duma rozpiera. Mój mały zdolniacha!

środa, 26 lutego 2014

Bez tytułu

No tak, żeby nie było, że wózkowe tylko są złe i niedobre (klik).
Teraz sobie ponarzekam, tak z perspektywy mamy wózkowej. Jak mam zły dzień, to wszystko mnie wkurza, jak dobry, to po prostu czasami jest mi przykro :P

Wychodząc z supermarketu często muszę się zatrzymać w drzwiach, bo z każdej strony ktoś chce wejść.

Czasami muszę zatrzymać się na środku przejścia dla pieszych, bo wszyscy włażą mi przed wózek. Idą slalomem, przepychają się, z prawej na lewo. Przed wózkiem tak dla urozmaicenia. Ale to Ty "łazić nie umiesz".

Często nie da się przejechać w sklepie między półkami, bo towar stoi na środku. Albo babcie stoją i dyskutują tak, że nie słyszą nawet głośnego "przepraszam"... a jeszcze mruczą pod nosem, że taką bardzo ważną rozmowę przerywasz.

Ludzie zamykają mi drzwi przed nosem. Od prawie roku wózkuję, a zdarzyło się może ze 2 razy, że ktoś mi drzwi przytrzymał.

Czasami pies jest po jednej stronie chodnika, a pan 5 metrów dalej. Przejść się nie da, chyba, że chcę się zaplątać w cudowny wynalazek jakim jest smycz flexi.

Idioci nie potrafią parkować.


Nie jestem gwiazdą która myśli, że jak ma wózek to jej wszystko wolno. Całkiem nieźle radzę sobie sama, ale było mi milej, gdyby ludzie czasami widzieli więcej niż czubek własnego nosa.

Tak, dziś mam zły dzień.

niedziela, 23 lutego 2014

8/52

Olko towarzysz.


czwartek, 20 lutego 2014

Jedenaście miesięcy

Olek kończy dziś 11 miesięcy.
Mój mały Miś jeszcze tylko miesiąc będzie niemowlakiem.



Waży 11kg, ciuchy kupujemy w rozmiarze 86. Ciągle ma tylko dwa zęby, ale kolejne w natarciu.
Chodzi przy pchaczu, choć zdecydowanie woli raczkować.
Stoi sam przez chwilę, bez trzymanki.
Podryguje do muzyki, ale tancerzem chyba nie będzie, chociaż... balet! to jest to :)  
Mówi dużo, po swojemu ;) Ale mąż w końcu doczekał się "tata".
Na słowo "halo" przykłada sobie telefon do ucha (noo, bardziej do policzka, ale prawie, prawie).
Pokazuje gdzie misiu ma oczko i nosek.

Nie lubi jak mu się ktoś narzuca, szczególnie jeśli jest to osoba której nie zna, lub dawno nie widział. Też nie cierpię, jak ktoś przy pierwszym spotkaniu chce go brać na ręce, już, teraz, natychmiast. Olek musi sam się przekonać, bez pośpiechu.

Ma ulubionego pluszaka, nazywa się GziGzi. Uwielbia zabawę w uciekanie, jak go gonię to on aż rechocze ze śmiechu. Nauczył się włączać/wyłączać telewizor przyciskiem przy ekranie, czekamy tylko, aż telewizor się zepsuje, bo Olek potrafi stać 5 minut i naciskać, klik klik klik klik.
Je 4 stałe posiłki w ciągu dnia i śpi 1-2 razy.


Mój najsłodszy. 

niedziela, 16 lutego 2014

siedem/52

Mimo tego, że ostrość poszła w las, to jest zdecydowanie foto tygodnia, wydarzenie tygodnia (razem z "ta-ta") i wszystko inne tygodnia.


Ale oczywiście Mały Miś był tak zdziwiony że stoi sam, że aż z wrażenia usiadł ;) 

niedziela, 9 lutego 2014

sześć/52

Myje zęby, bo wiem dobrze o tym,
kto ich nie myje ten ma kłopoty! 

52 tygodnie

czwartek, 6 lutego 2014

Urodzinowe nie-pomysły

Oluszkowe urodziny zbliżają się wielkimi krokami... no dobra, jeszcze prawie dwa miesiące, ale luty 'zleci' i zostanie odliczanie.
Kompletnie nie mam pomysłu. Tzn. mam, na girlandy z kartonów, w głowie mam, a jak wyjdzie to nie wiem. No i tort. Najpewniej będzie wyglądał tak, chyba, że jednak nastąpi zamiana na wąsy, bom niezdecydowana.

http://www.pinterest.com/pin/305541155941083542/
Co do zaproszeń, w głowie totalna pustka. Przeglądam Pinterest, szukam inspiracji, tylko wydaje mi się, że w języku angielskim wszystko brzmi super, to samo po polsku.. ech.
Generalnie, podoba mi się połączenie zdjęć z 12 miesięcy.

http://www.pinterest.com/pin/115264071685046494/
http://www.pinterest.com/pin/153474299775313839/

http://www.pinterest.com/pin/61713457364381198/

Prezenty? Myślałam o jakimś jeździku. O Ikeowym bujanym łosiu. O rowerku rosnącym z dzieckiem.



O zestawie obiadowym. Nie wiem, czy to fajny prezent, ale Olkowi i tak wszystko jedno. Za kilka/naście lat się nie przyznamy, że dostał na roczek zestaw obiadowy :D
http://www.fabrykawafelkow.pl/

O lampce nocnej, o bębenku, cymbałkach, zabawkach do kąpieli i całym stosie nieprzydatnych rzeczy ;) I koniecznie sorter kształtów, muszę się rozejrzeć za jakimś fajnym. 

Ale ech, wszystkie zabawki za jakiś czas i tak znikną zapomniane w piwnicy, więc myślimy o czymś jeszcze. Jak znacie jakiegoś fajnego fotografa z masą pomysłów i mnóstwem cierpliwości, najchętniej z okolic Krakowa/Katowic to będę wdzięczna za namiary! :)) 

niedziela, 2 lutego 2014

pięć/52

Osz, miałam dylemat w tym tygodniu, ale mąż pomógł wybrać ;)