piątek, 31 stycznia 2014

sick

Mój syn stwierdził, że ciut ponad 2 miesiące bez chorowania to za długo.
W związku z tym kolejny raz zmagamy się z zapaleniem krtani, a ponoć to cholerstwo jak się przyklei, to się odkleić nie może.
To już drugi raz, a Ol ma dopiero 10 miesięcy.

Tyle w temacie.

wtorek, 28 stycznia 2014

Jeden dzień z życia.

7-8. Pobudka! (czasami o godzinie 6 następuje przerwa w spaniu, trzeba dać buzi tacie, który do pracy wychodzi, w łóżku z mamą pobuszować. Wtedy wstajemy dopiero o 10! błogość)

Jak już zwleczemy się z łóżka, to trzeba trochę ogarnąć ten bajzel. Codzienne odkurzanie przy dzieciaku i dwóch kudłatych zwierzach to mus. Choć przyznam, czasami mam lenia i wtedy tylko na miotle latam.
Ale zanim zabierzemy się za sprzątanie, to śniadanie gotujemy (chyba, że akurat jemy kanapki, wtedy pomijamy ten etap i przechodzimy od razu do sprzątania).
No więc odkurzamy. Tzn. matka odkurza, a Olek siedzi w swojej prezesowskiej antilopce i pokazuje paluszkiem wszystkie brudy. Serio, to jest mój mały perfekcyjny pan domu, przy nim żaden okruch się nie uchowa.

9-10. Kiedy my sprzątaliśmy, śniadanko nam stygło. Wszystko osiągnęło temperaturę idealną (no, oprócz kawy, która już dawno jest zimna). Szamiemy więc, jemy, pochłaniamy, wszak śniadanie to najważniejszy posiłek w ciągu dnia!

Po śniadaniu. Toaleta poranna. Zęby szorujemy, z piżam wyskakujemy.
A później przed pokój przechodzi tornado. Mały Miś w ciągu sekundy rozpieprza wszystkie zabawki, przepraszam... sprawdza, czy przez noc nic nie zginęło ;)
Matka ma całe 30 sekund na zerknięcie na fejsbunia. Czasami syn jest łaskawy, siedzi godzinę przy oknie balkonowym i pokazuje światu wszystkie swoje zabawki, każdą po kolei. Chyba musimy zainwestować w pancerną szybę.

11-12. Czas na jakąś przekąskę. Wcinamy owoce/kisiel/coś_dobrego.
Po czym następuje drzemka nr 1. Ja w tym czasie obiad ogarniam.

Ok 13. Idziemy na spacer (zdarza się, że mi się nie chce, niestety... ale mamy też balkon).

15. Olkowy obiad. Po obiedzie drzemka nr 2.

16. Tata wraca z pracy. I wtedy najczęściej syn się budzi, więc je z nami małe drugie danie. Ale są dni kiedy śpi do 17.
Jak się zrobi cieplej i dzień będzie dłuższy, to będzie też czas na drugi spacer ;)

Po drzemce jest już tylko zabaawaaa. Jest tata, jest fajnie.

18:40. Kaszka na kolację.

19:00. Kąpiel.

ok. 20  Olek już najczęściej śpi ;)

Oczywiście nie wszystko jest z zegarkiem w ręce, ale wiem, że dla Olka ważny jest taki plan. On dokładnie wie, co po sobie następuje.
Czasami są dni, że mąż zostaje z dziecięciem sam na prawie cały dzień... wtedy planu nie ma, za to jest wieczorem awantura (żarcik) :P

niedziela, 26 stycznia 2014

środa, 22 stycznia 2014

Mały Miś dziś,
wspinając mi się po nodze spojrzał na mnie, powiedział "ma-ma" i uśmiechnął TAK.
Gdybym nie siedziała, to pewnie bym upadła ze wzruszenia :P

Mamamama już od dłuższego czasu u nas słychać, ale to było inne, takie... świadome?

Poproszę więcej, częściej. Lubię się wzruszać.

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Dziesięć

Olko dziesięciomieszięczniak.

Ostatnio go nie ważyliśmy, ale pewnie ciągle ciut ponad 10kg;
Nogi mu wystają jakieś 6cm za 70cm przewijak;
Zęby są dwa;
Drzemki w ciągu dnia dwie;
Pampersy w rozmiarze 4.

A Olek. Olek ostatnio doskonali wszystkie nabyte wcześniej umiejętności. 
Z nowości, nauczył się robić papa ;) 
Wie doskonale, że pilotem włącza się tv. Jak tylko wpadnie mu w rączki to przyciska i patrzy czy na ekranie coś się pojawiło, jeśli nie to zerka na mnie, mówi "e!" i pokazuje rączką na telewizor. Matko, zrób coś. 
W ogóle dużo ostatnio tego "e" słyszymy. Zaczepialskie, pytające, chcące, wskazujące. 
Fajnie, w końcu można dojść, o co temu małemu robakowi chodzi ;) 
A, daje nam też różne przedmioty, najczęściej swoje zabawki. 
No i do buziaków się nadstawia. 
I owsiankę lubi z owocami. 

A coby nie było tak bez zdjęcia. Mój syn uwielbia robić pranie ;) 


niedziela, 19 stycznia 2014

piątek, 17 stycznia 2014

MAM Butelka treningowa Trainer

Tadaa, prezentuje ostatni testowany przez nas produkt MAM (tu gryzak, a tu smoczek).

No i znów napiszę, że nasza butelka jest śliczna! Sami zobaczcie ;)




A teraz jak się użytkowało.
Początkowo Olek miał wściek. Chciał pić, a nie leciało. Młody nie kumał, że ustnik trzeba przygryźć, więc wściekły rzucał butelką o podłogę.
Odpuściłam na trochę i wróciłam do tematu za jakiś czas.
Olek w tym czasie zaczął ząbkować, więc znów był wściek, bo nie chciał pić, a leciało :P
No, tak źle, tak niedobrze.
Ale w końcu szanowny pan załapał, że to nie jest gryzak (choć ustnik sprawdza się rewelacyjnie, zgrzyta pod dziąsłami tak, że uszy więdną :P) i teraz ciągnie aż miło.

Butelka ma pojemność 220ml, moim zdaniem - w sam raz.
Podziałka jest dosyć dobrze widoczna, ale dla mnie przy tego typu butelkach nie jest to bardzo istotne.
Ustnik miękki i przyjemny w dotyku. Uchwyty mogłyby być lepiej wyprofilowane, niby są ok, ale coś mi nie pasuje ;) Olkowi też, więc najczęściej z nich rezygnujemy.
Początkowo byłam zachwycona, że butelka faktycznie jest niekapkiem. Mimo rzucania, i trzepania wszystko zostawało w środku. Jednak po jakimś czasie (mimo poprawnego 'zmontowania') - zaczęło z niej kapać. Szkoda, bo byłoby super.

Wszystkie opisywane produkty można kupić w sklepie MAM (pamiętajcie o rabacie, fani mają taniej! :)) 

poniedziałek, 13 stycznia 2014

1i2/52

Przeczytałam o tu, i baardzo chętnie się przyłącze! :)
52 zdjęcia, 52 tygodnie

Może w końcu ograniczę ilość wstawianych zdjęć, jedno w tygodniu, to będzie wyzwanie :DD


1/52

2/52

“a portrait of my child, once a week, every week, in 2014.”

środa, 8 stycznia 2014

Pole minowe

Nasze mieszkanie to pole minowe.
ONE są wszędzie. Jeden zły ruch. Jeden krok.

Zanim pojawił się dzidziuś, narzekałam na psie zabawki, a to raptem kilka piłek było!
Do szału (i zawału) doprowadzało mnie to, że idąc w nocy do toalety zawsze, ZAWSZE moja stopa stanęła na najgłośniejszej piłce. Jak już na niej stanęłam, to tak stałam kilka sekund, z przekleństwami pod nosem, bo przecież jak podniosę nogę, to piłka nabierając powietrza znowu wyda znienawidzony dźwięk.
Teraz jest gorzej...
do piłek doszły jeszcze zabawki dziecia.
Kto do cholery robi zabawki, które nie mają wyłącznika? Włączy się to przy sprzątaniu, bo skrzydełko się poruszyło i gra minut pięć. Mam ochotę cisnąć tą pszczółką przez okno, ale przecież to jego ulubiona.
A na dywanie leży jeszcze kilka. Wrzucam więc delikatnie wszystkie do pudełka. Grające na samą górę, żeby przez przypadek nic nie nacisnąć. Uff, udało się... i w tym momencie delikatnie trącam nogą pudło... BUUUM! grają wszystkie.

"Hitem" jest bączek. Bączka Oluś dostał od dziadka, a ja nienawidzę tej zabawki od pierwszego włączenia. Świeci jak dyskoteka i gra o tak  "DING! DING!". W dodatku coś mu się podziało i potrafi się włączyć sam w środku nocy. Mąż mówi, że rozkręci i naprawi. Nie mogę się doczekać, bo jak on coś rozkręci to naprawić się tego już na pewno nie będzie dało.
(chyba nie muszę mówić, że jak młody słyszy bączka to podskakuje i szczerzy swoje dwie, dolne jedynki)


czwartek, 2 stycznia 2014

zamiana ;)

Mamy już nowy rok, czas więc na zmianę starego kalendarza!
Mi z pomocą przyszedł Grupon z ofertą Colorland.
Przez chwilę się zawahałam, czy dojdą  przed świętami, bo miały być prezentem, no ale, kto nie ryzykuje...
Na szczęście Colorland spisał się na medal i 3dni po zamówieniu z wypiekami na twarzy otwierałam paczkę.

Kalendarze są boskie. Możemy wybrać gotowy projekt, albo wykonać własny. Ja poszłam na łatwiznę i wybrałam z już dostępnych. Natomiast wybieranie zdjęć wcale do łatwych nie należało ;)
Możemy również zaznaczyć w kalendarzu wszystko, o czym nie chcielibyśmy zapomnieć. Króluje impreza roku, czyli pierwsze urodziny Olka. U nas dodatkowo zaznaczyliśmy urodziny każdego członka rodziny (btw. nasze psisko dzisiaj świętuje piąte!) i drugą rocznicę ślubu.




Reakcja mojej mamy i teściowej... wzruszyłam się razem z nimi.
Mama wykrzyknęła, że będzie go miała do końca życia. No, nasz też wyląduje w pudle z pamiątkami :)))

A może też chcecie sprawić sobie kalendarz z własnymi zdjęciami?
Mam 3 kupony rabatowe, ktoś, coś? :)