wtorek, 28 stycznia 2014

Jeden dzień z życia.

7-8. Pobudka! (czasami o godzinie 6 następuje przerwa w spaniu, trzeba dać buzi tacie, który do pracy wychodzi, w łóżku z mamą pobuszować. Wtedy wstajemy dopiero o 10! błogość)

Jak już zwleczemy się z łóżka, to trzeba trochę ogarnąć ten bajzel. Codzienne odkurzanie przy dzieciaku i dwóch kudłatych zwierzach to mus. Choć przyznam, czasami mam lenia i wtedy tylko na miotle latam.
Ale zanim zabierzemy się za sprzątanie, to śniadanie gotujemy (chyba, że akurat jemy kanapki, wtedy pomijamy ten etap i przechodzimy od razu do sprzątania).
No więc odkurzamy. Tzn. matka odkurza, a Olek siedzi w swojej prezesowskiej antilopce i pokazuje paluszkiem wszystkie brudy. Serio, to jest mój mały perfekcyjny pan domu, przy nim żaden okruch się nie uchowa.

9-10. Kiedy my sprzątaliśmy, śniadanko nam stygło. Wszystko osiągnęło temperaturę idealną (no, oprócz kawy, która już dawno jest zimna). Szamiemy więc, jemy, pochłaniamy, wszak śniadanie to najważniejszy posiłek w ciągu dnia!

Po śniadaniu. Toaleta poranna. Zęby szorujemy, z piżam wyskakujemy.
A później przed pokój przechodzi tornado. Mały Miś w ciągu sekundy rozpieprza wszystkie zabawki, przepraszam... sprawdza, czy przez noc nic nie zginęło ;)
Matka ma całe 30 sekund na zerknięcie na fejsbunia. Czasami syn jest łaskawy, siedzi godzinę przy oknie balkonowym i pokazuje światu wszystkie swoje zabawki, każdą po kolei. Chyba musimy zainwestować w pancerną szybę.

11-12. Czas na jakąś przekąskę. Wcinamy owoce/kisiel/coś_dobrego.
Po czym następuje drzemka nr 1. Ja w tym czasie obiad ogarniam.

Ok 13. Idziemy na spacer (zdarza się, że mi się nie chce, niestety... ale mamy też balkon).

15. Olkowy obiad. Po obiedzie drzemka nr 2.

16. Tata wraca z pracy. I wtedy najczęściej syn się budzi, więc je z nami małe drugie danie. Ale są dni kiedy śpi do 17.
Jak się zrobi cieplej i dzień będzie dłuższy, to będzie też czas na drugi spacer ;)

Po drzemce jest już tylko zabaawaaa. Jest tata, jest fajnie.

18:40. Kaszka na kolację.

19:00. Kąpiel.

ok. 20  Olek już najczęściej śpi ;)

Oczywiście nie wszystko jest z zegarkiem w ręce, ale wiem, że dla Olka ważny jest taki plan. On dokładnie wie, co po sobie następuje.
Czasami są dni, że mąż zostaje z dziecięciem sam na prawie cały dzień... wtedy planu nie ma, za to jest wieczorem awantura (żarcik) :P

8 komentarzy:

  1. U nas plan dnia też jest ważny, Julek wie co kiedy będzie, a jeśli coś się zmieni, kończy się to marudzeniem i złym humorkiem.

    OdpowiedzUsuń
  2. Pięknie. Zosia też zdecydowanie lepiej funkcjonuje z planem niż bez niego. Zazdrościmy punktu: tata wraca z pracy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajnie jak ktoś ma plan dnia. Jest lepiej, łatwiej :)

    OdpowiedzUsuń
  4. My też mamy plan dnia. W przypadku maluchów to chyba dość istotny element.

    OdpowiedzUsuń
  5. Plan dnia pewnie podobny ma kazda z nas - noo może tu troszkę później czy cos wcześniej ;-)
    Dzieci przyzwyczajają się do takiego schematu a i nam jest łatwiej.

    OdpowiedzUsuń
  6. Higiena rytmu dnia - tak to się pięknie nazywa i zapewnia dzieciaczkowi poczucie bezpieczeństwa :-). A wiesz, że my kaszkę na dobranoc dajemy Hubisiowi po kąpieli, a nie przed. I teraz tak się zastanawiam, czy to dobrze i czy ma w ogóle jakieś znaczenie. Może powinnam zmienić kolejność? Pozdrawiam Was serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie nie ma to żadnego znaczenia :P
      Nasz Olek nie chciał jeść kaszki po kąpieli, dlatego podajemy chwilę przed. Po kąpieli jest tylko "cycanie" i spanie :)

      Usuń
  7. Zazdroszcze ze tak zasypia. Mój ostatnio cyrki.

    OdpowiedzUsuń