poniedziałek, 28 października 2013

czwartek, 24 października 2013

skill

Siedzę! Heloooo, siedzę!
Sam nie siada co prawda, ale czasami robi oczy jak kot ze Shreka i pozwalam mu chwilę postukać w piłkę ;) Radość przeogromna.


środa, 23 października 2013

Niedobra.

Na przewijaku leży dziecię moje osobiste. Ubieramy się na spacer. Ubieranie to zło. Wije się, wykręca, obraca na brzuch, na plecy, wyje, fuczy, pluje.
Zza pleców słyszę "Co ta mama Ci robi. Niedobra mama".
I gotuje się we mnie. Proszę, żeby do dziecka mojego tak nie mówić.
Mija kilka dni.
Moja prośba wleciała jednym uchem, a drugim wyleciała.

I za miętka jestem. Bo starsza, bo bliska, bo to, bo tamto.
Muszę poćwiczyć asertywność.

poniedziałek, 21 października 2013

7 i 7 ;)

porównanie być musi!
Trochę się dziecku urosło ;)


niedziela, 20 października 2013

siedem!

miesięcy. Tyle dziś kończy mój mały syneczek.
Siódmy miesiąc przyniósł nam wstęp do raczkowania, czyli bujanie się na czworaka.
Olek pełza też do tyłu, ciągle wyciągamy go spod stolika ;)
Waga pewnie ciut ponad 8500, ciuszki kupuję już rozmiaru 80, pampersy ciągle 4. Zębów brak. Nie siada, nie mówi, nie chodzi, telewizji też nie ogląda*
Łobuzuje. Pokazuje nerwy. Fuczy, a jak się mocno wścieknie to wali głową w podłogę i wyje. Ponoć nerwowość i niecierpliwość ma po mnie. 
Dzisiejszy dzień pełen wrażeń i zapomniałam zrobić fotkę porównawczą. No nic, jutro machnę, ale całkiem bez niczego Was nie zostawię ;)


A dziś, dziś matka była na Guga Kids Design. Tyle cudowności. Nie mogłam wyjść z pustymi rękami, ale o tym może następnym razem ;)


*ostatnio spotkałam znajomą, która zrobiła wielkie oczy, jak dowiedziała się, że Olek nie siedzi i nie mówi "mama", bo siedmiomiesięczne dziecko to już chyba chodzić powinno ;)

piątek, 18 października 2013

A co jest w Twojej?

Pomysł mi się spodobał, więc pokazuję co u mnie można znaleźć :)


Do kalendarza ostatnio dołączył prezent od KaroDeco, czyli notes. Długopisów, wiecznie szukam w całym mieszkaniu, już wiem gdzie się schowały.
Zawsze musi być portfel, chyba, że pustką świeci (wtedy mężowy się sprawdza).
Eko torba CzuCzu, już się zadomowiła. Żel do rąk idealny po wizycie w lumpeksie.
Carmex co cuda działa. Nawet cukier z McDonalda się znalazł. Pendrive. Gryzak. Dekielek od obiektywu? byłam pewna, że został w szkole po ostatnich zajęciach.
Woreczki na psie kupy, bo kupy się sprząta moi drodzy.
Pieluchy, chusteczki, czyli to, co być powinno gdzie indziej. Olkowy hit, czyli gryzaki na kółku, jak się nimi kręci, to patrzy jak zaczarowany. Smoczek awaryjny.
I rzecz niezbędna, żołądź!
Na dłuższe/dalsze wycieczki zabieramy jeszcze ciuszki na zmianę. Zabawki się wymieniają, bo inaczej nuda.
Zaś jak wychodzę sama, to ograniczam się do małej listonoszki, w której miejsce jest tylko na portfel, torbę czuczu i klucze. 
Telefonu nie ma, ciągle go zapominam i wszyscy mają pretensje, że dzwonić można do mnie pół dnia. 

U nas (jeny, jakie nas, jakie NAS? to MOJA torba przecież) tyle, pokażcie co u Was! :)

poniedziałek, 14 października 2013

Lubię

taką jesień.
Lubię, bo od jesieni już blisko do zimy.







A w bonusie, matka z synem

sobota, 12 października 2013

Się je!

Rrrraanyy, rośnie mi mały głodomór! Oluszko zje wszystko, co mu się pod nos podsunie, cieszy mnie to niezmiernie, mam nadzieję, że nie będzie wybredny jak tatuś :P

Miało być BLW i w sumie trochę jest. Ostatnio zaczęłam sama młodemu gotować, czy to w wodzie, czy na parze (mniam!). Część posiłku dostaje do rozgniecenia/wymemłania/walnięcia_na_podłogę (jak dobrze mieć psa, który z prędkością światła zjada rozwalonego na podłodze brokuła), a część zjada w postaci grudkowatej papki.
Ołmajgad, ile radości mi to pichcenie sprawia! Normalnie mnie skręca jak muszę obiad ugotować, stanie przy garach nie dla mnie, ale jak obok siedzi mały bąbel, który na widok miseczki pokrzykuje i wymachuje rękami poganiając matkę, a później zjada to co przygotowałam z prędkością światła, to TAK MI SIĘ CHCE! :D

Ostatnio królował brokuł, a dziś proszę państwa, Sz. P. Królewicz zajadał się, jak to mówię, barszczykiem z ziemniaczkiem i jajem. A taką miał przy tym minę

.

skaczemy

z adresu na adres. Mam nadzieję, że mi wybaczycie zamieszanie.
Blog robalove zniknął. Musiał.
Wracamy tutaj, na stare śmiecie, obiecuję, że to już ostatnie przenosiny.

Edit:
Widzę, że sporo osób dostało mejla z Feedspot. Może faktycznie jest tak, jak pisze Odmieniona?
Powiem szczerze, że się przestraszyłam, usunęłam robalove . Może za szybko, może niepotrzebnie?
Nie ważne, wróciliśmy tutaj, znów. Mam nadzieję, że to Was do nas nie zrazi, takie ciągłe przenosiny, obiecuję, że to już ostatni raz.

wtorek, 8 października 2013

skill

Tamtadadaaa! *fanfary*


Jest zabawa, radość wielka przy tym. I bujanie w przód i w tył. 
No i Olek odzyskał głos. Znów gada i piszczy jak nakręcony :) 

I to jest setny post na naszym słit blogasku! 

sobota, 5 października 2013

takasobotazamartwiająca.

Ech, martwię się.
Olek przystopował z 'gadaniem'. Zawsze dużo głużył, śmiejemy się z mężem, że gadulstwo ma po mnie, a teraz jakby ucichł. Jakieś pojedyncze buczenie mu się wyrywa.
I oczywiście pierwsza myśl, szczepienie... tydzień temu był szczepiony trzecią dawką 5w1. Tylko ciężko mi stwierdzić, kiedy ucichł. Dziś w końcu mówię Arkowi, że wydaje mi się, że mniej gada. Mąż też zauważył, ale stwierdził, że za to rozwija się ruchowo. Poza tym, znowu wyłażące zęby się odezwały. Noce koszmarne, popołudnia ostatnio też.
Pokasłuje lekko, ale jestem prawie pewna, że to znów od nadmiaru śliny. Produkuje jej takie ilości, że zaczęliśmy używać w końcu bawełnianych śliniaków, bo przebierać trzeba było brzdąca 5 razy dziennie. Łapie się też za ucho, ale nie miętosi go jakoś bardzo (ostatnio też odkrył, że ma siusiaka, dla niego jednak nie jest już taki łaskawy :P), ot, coś tam mu z boku głowy odstaje.
Śmiać się na głos nie przestał, przez marudność jednak się trzeba przebić, wykazać pomysłowością, ale śmieje się pięknie.

Mam nadzieję, że to tylko chwilowe. Że nie po szczepieniu. Że to te cholerne zęby, albo, że to etap przejściowy z głużenia na gaworzenie. W poniedziałek się chyba wybierzemy na spacer do przychodni (tym bardziej, że na basen chcemy się wybrać, zdrów musi być).

Ech, no, dzień bez zamartwiania dniem straconym.

czwartek, 3 października 2013

03/10/13

Olek Klepacz.. pewnie znacie. My mamy takiego małego klepacza w domu.
Etap pisków na szczęście minął, mam nadzieję, że nie chwilowo. Teraz trendi_dżezi_kul jest klepanie.
Klepać można wszystko. Mamę po głowię na przykład. W podłogę można klepać. Po kolanie można się klepać. Ścianę też się fajnie klepie. Po twarzy można klepać wszystkich, najlepiej z rana, jak jeszcze śpią. Zabawki, które po naciśnięciu grają klepać trzeba razy 300, a tak, żeby żadna melodyjka nie miała okazji się skończyć. Tatę po brzuchu klepie się wyśmienicie, a jeszcze lepiej jak Tata sam się klepie... tłuszcz faluje, dzieć się śmieje. Dzień bez klepania dniem straconym.

Kurczę, za niedługo zacznie laski po tyłkach klepać oO.