poniedziałek, 29 lipca 2013

Toniemy...

w ślinie.
Dziecko drogie produkuje jej takie ilości, że nie nadążam z praniem pieluch tetrowych. Ślini się prawie jak nasz pies, kiedy zobaczy coś do jedzenia.
Biorę go na ręce, a po minucie czuję, jak cieknie mi po ramieniu/plecach. Chyba czas zainwestować w śliniaki, ale te ceratowe badziewia odrzucają mnie na kilometr.
W dodatku pcha wszystko do buzi. Kupiłam mu wodny gryzak, ale co tam gryzak, paluchy są lepsze (wkłada cztery, tak głęboko, że ma odruch wymiotny ;/). Mężu zarządził, że kupujemy żyrafę Zośkę i już do nas leci, mam nadzieję, że ciut pomoże, bo jak nie, to wsadzę mężnemu ten cudowny_kawałek_gumy_za_60zł głęboko w oko.

A żeby było 'milej' to jest tak:


Młody marudzi. Nie dość, że ociekamy śliną, to jeszcze pot leje się strumieniami.
Zasypia tylko po to, żeby za 10 minut obudzić się z rykiem. Później marudzi kolejne kilka godzin, bo niewyspany, bo gorąco, bo nie może zasnąć, a chce. W końcu zamyka oczy, ale budzi się za 10 minut i znów to samo.
Kisimy się w domu, bo przecież w prawie 40 stopniach to się człowiek zagotować może. Wczoraj poszliśmy na spacer  przed 7 rano i ledwo wróciliśmy. 

A jak już tak radośnie, to jeszcze mężu dzisiaj poszedł do pracy po urlopie. Mam nadzieję, że synu będzie łaskawy. 

czwartek, 25 lipca 2013

Jak nie urok to...

No właśnie...

Miało być szczepienie, nie ma szczepienia. W sumie może to dobrze, że znów trochę się przesunie.
Młody się rozkaszlał, kaszle już od miesiąca, ale za słowami lekarki, że wszędzie 'czysto', a kaszel powoduje ślina, nic z tym nie robiłam. Aż rozkaszlał się jeszcze bardziej i doszło kichanie.

Pierwsza moja myśl, alergia. Tym bardziej, że i mężny, i ja co roku się męczymy. O ile u mnie zwykle kończy się na łzawieniu/swędzeniu oczu, tak dla męża, w najgorszym okresie, każde wyjście z domu to masakra.
Druga opcja, refluks. Olo od zawsze duuużo ulewa. Ładnie przybiera na wadze i nie ma innych objawów, więc nic z tym nie robiliśmy.

Zabrałam go więc do ulubionej pani doktor, do której trzeba wyszczerzyć piękne dziąsła, zagadać, oko puścić. Tamtararam. Gardło czyste, płuca i oskrzela też. Ale słychać, że kaszle, no jak nic!
No i dużo się nie myliłam. Pierwsze dwa pytania, czy ulewa i czy ktoś w rodzinie jest alergikiem.
I modlę się, żeby to był "tylko" refluks.

I znów leki. Na ulewanie Debridat, który oczywiście pochłania ze strzykawki jak szalony i Zyrtec, którym pluje na odległość.
Czy wszystkie krople muszą być tak paskudne? Odkąd zaczęłam podawać młodemu Dicoflor, jak tylko widzi łyżeczkę to odwraca główkę i zaciska usta. Spróbowałam i wiem dlaczego, jest paskudny!
Później było zapalenie krtani i kolejne krople, którymi znów pluł. Teraz Zyrtec w kroplach, nie smakuje tragicznie, ale oczywiście jak zbliżam się z łyżeczką Olkowa mina mówi "nie".
Mam nadzieję, że jak zaczniemy rozszerzać dietę to pierwsze warzywa/owoce mu posmakują i przestanie  kojarzyć łyżeczkę z lekami.

A z pozytywnych wieści, byliśmy na ostatniej wizycie u ortopedy i mamy piękny wpis w książeczce, że stawy biodrowe prawidłowe! :))

wtorek, 23 lipca 2013

Rok

Dokładnie rok temu robiłam test ciążowy! Pamiętam te emocje, moją reakcję, minę męża, radość, przerażenie, łzy, śmiech. Ach!
W takim razie nasz Robalino ma już ciut ponad rok :D

A tymczasem korzystamy z mężowego urlopu. Spacerujemy dużo,  śpimy długo, fajnie jest, ale czasami wydaje mi się jakbym dwójkę dzieci miała.

A jutro zasuwamy na szczepienie. Brrr.

sobota, 20 lipca 2013

CZTERY!


Kolejny miesiąc za nami. 
Olo jest już dużym i ciężkim chłopakiem. Nosi pieluchy w rozmiarze 4, przez te mniejsze ciągle byłam w nocy podsikiwana.
Przewraca się z brzucha na plecy, a od wczoraj (jak już wiecie) z pleców na brzuch, co sprawia mu mega frajdę. Dziś zarządził gimnastykę o 6:30. 
Po porannej zmianie pieluchy zostawiłam go na minutę w łóżeczku, coby ręce umyć, zapowiedziałam, że proszę nic nie kombinować. Śmiechy chichy słyszę, wchodzę do pokoju, a synu uradowany leży na brzuchu.
Masakra. Dumna jestem, ale i przerażona. Niedługo pewnie zacznie siadać, a "lada dzień" będzie biegał.




piątek, 19 lipca 2013

skill

tam tadadaaaammm! *fanfary*
Trenował, próbował, sapał, pocił się. Tyłek nie chciał współpracować, ale uchh! Dziś po kąpieli nastąpiło totalne skupienie i tadaaa:
Olo obraca się z pleców na brzuch! Duma mnie rozpiera, jak co dzień zresztą :)

Poza tym dziś się zaśmiał na głos, do tej pory głośny śmiech to był pisk, albo pojedyncze gu, gli itp. a dziś, dziś przywalił porządnym, prześmiesznym hue hue hue :D


sobota, 13 lipca 2013

Zatrzymane chwile.

Zdjęcia. Robię ich Olkowi całe mnóstwo. Siedzą podzielone na miesiące na twardym dysku. Robię kopię na płytach, ale wiadomo, dysk może się spalić, a płyta po kilku latach będzie nie do odczytania.

Ciągle zazdroszczę mojemu mężowi, który ma całą górę papierowych zdjęć z dzieciństwa. Teściowie, w swojej malutkiej łazience, w równie malutkiej kawalerce robili sobie domową ciemnie. Do teraz teść opowiada jak do 3 w nocy wywoływali, powiększali, naświetlali. Minęło prawie 30 lat, a zdjęcia nadal są. Co jakiś czas wyciągamy album i słucham opowieści, co, kiedy, gdzie :)

Olek też swój album ma. Dostał w świątecznym prezencie jak jeszcze był w brzuchu (to nic, że z Zygzakiem Mcqueenem). Są tam wszystkie zdjęcia z USG, od małej, malutkiej kropeczki, a od dziś również zdjęcia z pierwszych 3 miesięcy, nie wszystkie oczywiście, żaden album by tego nie pomieścił. Matka zarządziła robienie odbitek co miesiąc. Wszystkie poukładane datami, podpisane na odwrocie.

I jakoś tak uff. W końcu się zebrałam, a przecież teraz to takie proste. Wrzucam do internetu, wysyłam, idę, płacę i odbieram.
Mała rzecz a cieszy :)

A na lodówce testowa instafotka. Mam nadzieję, że za niedługo powstanie tam nasz mały instagramowy miszmasz :)


czwartek, 11 lipca 2013

Powiedz przecie..

kto jest najpiękniejszy w świecie?

Ostatnio lustra są hitem. Jak tylko wchodzę z Młodym do łazienki, to jest uśmiech od ucha do ucha. Później tylko głośny śmiech i pisk radości :D

uuu, niezły ze mnie macho



________________________________

Ułaha, zostało nam przyznane becikowe. Matka ma w głowie milion pomysłów co kupić. 
Od dłuższego czasu planuję zakup Tuli, ale chciałam też spacerówkę/parasolkę. Mężu mnie udusi, jak przytargam to i to :D helpmi.

*zdjęcia robione najnowszym smartfonem Nokia 390872689XYZ

poniedziałek, 8 lipca 2013

Karmisz piersią?

A karmię, uwielbiam to. Tylko co komu do tego?

Moja sąsiadka nie może się powstrzymać. MUSI przy każdym spotkaniu zapytać.
Nawet na zakupach człowiek nie ma spokoju. Ostatnio atak nastąpił w osiedlowej biedronce. Grzebałam w pampersach czy innych podpaskach. Wyszła, chyba z pod ziemi, zawsze mnie zaczepi. Dzień dobry, bla, bla bla, jaki duży, ile ma, a KARMI PANI PIERSIĄ? No głośniej trzeba, tak coby ten starszy, niedosłyszący pan na drugim końcu sklepu też usłyszał. Bo wie Pani, teraz to te mleka sama chemia, przytakuję na wszystko, dla świętego spokoju. Idę, idzie za mną i ciągle o tym mleku i o cyckach, bo ona to, a tamta sąsiadka tamto, bo synowa nie. Dochodzę do kasy, mówię do widzenia (może lepiej nie). Do widzenia, do widzenia. Odchodzi, uff, ale nie... musi jeszcze odwrócić się na pięcie i powiedzieć bardzo cichutko... Dobrze, że pani piersią karmi! Oby jak najdłużej!

czwartek, 4 lipca 2013

jabłko raz!

Na początek, po dzisiejszej wizycie u lekarza:
Olko waży 7kg! W końcu udało mu się wyzdrowieć. Rozwija się prawidłowo, pani doktor powiedziała, że niektóre odruchy ma jak u ciut starszego dziecka. Miód na moje matczyne serce, duma mnie rozpiera :)

No i temat jabłuszek, marchewek, zupek...
Byłam pewna, że dzieciom karmionym piersią wprowadza się inne posiłki dopiero po 6 miesiącu. Pamiętam słowa położnej. W dodatku w prawie każdym artykule o tym trąbią.

Zrobiłam wielkie oczy, kiedy Pani doktor powiedziała, że młody już ma 3,5 miesiąca i spokojnie można zacząć podawać mu inne pokarmy. Zaczynając od odrobiny jabłuszka przez kilka dni, później jabłko+marchew, jabłko+dynia, można również powoli wprowadzać zupki jarzynowe.

Mam mały mętlik w głowie, ale chyba zaufam lekarce i spróbuję podać młodemu ciut jabłka.
Jenyy, taka jestem podekscytowana :D


Edit:
Posiedziałam, poczytałam, pomyślałam. Popatrzyłam na mojego syna i stwierdziłam, że jest zdecydowanie na wcześnie na jedzenie.
Poczekamy jeszcze miesiąc/dwa... jabłko nie ucieknie ;)


wtorek, 2 lipca 2013

w kupie siła!

wrażliwi i Ci którzy właśnie konsumują posiłek proszeni są o zignorowanie tego posta ;)

Kręci, wierci, przesuwa, obraca.
Już nie jest małym leżącym bobasem, jakieś 3 tygodnie temu nastąpił pierwszy obrót z brzucha na plecy. Po 3 tygodniach zajmuje mu to 2 sekundy. Z pleców na boki? a proszę bardzo. Czuję, że obrót na brzuch to kwestia kilku dni. Jestem pod wrażeniem. Przecież jeszcze chwilę temu leżał i wymachiwał rękami, uderzał się w głowę, łapał za powiekę.

Poza tym robi się niebezpiecznie. Przy przewijaniu. Wycieram mu pupsko, kupa po same plecy, nogi u góry i wtedy, wtedy mój syn łapie się dwoma rączkami za pośladki... oczami wyobraźni widzę, że za sekundę te rączki wylądują w buzi. Więc łapię rączki, kupa rozmazuje się bardziej na plecach, brudzi ubranko, przewijak. Mnie przy okazji też, bo w czasie kiedy ja zajmowałam się rączkami, to stopy nie_wiem_jakim_cudem otworzyły zamkniętego pampersa i pięty też zostały umaziane. A pięty zwykle lądują na moim biuście, częściej brzuchu.

1:0 dla kupy.

poniedziałek, 1 lipca 2013

Jak to jest...

że ja po przespanej nocy nie mam takiego powera jak mój syn, który przespał raptem 5 minut?
Cyborg.