piątek, 28 czerwca 2013

100 dni

Pamiętam jak dziś, 100 dni, mniej więcej tyle dzieli nas od spotkania z Tobą synku. Nie mogłam się doczekać!



A teraz...

Jesteś na świecie już 100 dni. Od 100 dni nie przespałam całej nocy i mogę nie spać tysiąc kolejnych, bo uwielbiam na Ciebie patrzeć. Milion razy płakałam ze wzruszenia, kilka razy z bezsilności.  Wiem, jak to jest kochać kogoś najmocniej na świecie, z każdym dniem coraz mocniej.
Od 100 dni mój świat jest piękniejszy. TAKA jestem szczęśliwa!



Położyłam dziś w nocy Robalina na przewijaku, popatrzyłam i powiedziałam do niego "rany! kiedy Ty chłopie tak urosłeś?!". On oczywiście zaprezentował najpiękniejszy uśmiech świata, no i popłakałam się milion_pierwszy raz.


Follow my blog with Bloglovin

czwartek, 27 czerwca 2013

Chorowanie

Ech, ostatnie leki nie pomogły. Po Neosine Olko miał problemy z brzuszkiem, w dzień wył, w nocy marudził.
Dodatkowo, temperatura ciągle taka sama, kaszle dalej. Szybka rundka do lekarza, płuca, oskrzela czyste, za to gardło gorzej. No tak, a Babcia mi ostatnio przywaliła, że może pokarmu nie mam jak się Młody tak denerwuje przy jedzeniu. Wszystkiemu winne jest bolące gardło.
Tym razem antybiotyk, przepyszny, truskawkowy, Olko zjadł ze smakiem i wyglądał jakby chciał jeszcze :)
Mam nadzieję, że pomoże. Na szczęście to 'tylko' gardło, więc na spacery możemy wychodzić... tylko pogoda ostatnio nie rozpieszcza. 

A żeby było weselej, to jeszcze mnie, matkę biedną, gardło rozbolało i zaczynam kaszleć.
Ale humory dopisują!



poniedziałek, 24 czerwca 2013

Celsjusze

Robalino śpi, mężnego nie ma, więc naskrobię co u nas.

A jest ciut niewesoło. W tamtym tygodniu mąż zachorował, oczywiście umierający, wszak temperatura ledwo przekroczyła 37 kresek! Wykopaliśmy go z Olkiem do drugiego pokoju na kanapę. Mówię, tylko mi dziecko zaraź i jakbym wykrakała... Młody zaczął kaszleć, temperatura 37,7, niby w normie, ale poleciałam z nim w czwartek do lekarza.
Osłuchowo wszystko czyste, gardło czyste, a jednak kaszel jest. Prawdopodobnie od krtani. Faktycznie, ostatnio jakoś dziwnie ssie pierś. Dostaliśmy Drosetux, Neosine i Flegaminę.
Podanie mu tych syropów graniczy z cudem. W dodatku mam wrażenie, że po Neosine boli go ciągle brzuch, dziś nie mogłam go uspokoić, serce mi pękało.
Po 5 dniach podawania: kaszelek ciut mniejszy, ale temperatura ciągle 37,4-37,7. oO
I nie wiem, czy faktycznie walczy z jakimś choróbskiem, czy dodatkowo ostatnie temperatury tak na niego działają. Ciągle jest spocony, chwila przy piersi i kapie mu zza ucha.

Ma dostawać leki jeszcze 3 dni, ale coś czuję, że  czwartek znów się zjawimy u lekarza. Modlę się tylko, żeby się nie rozwinęło z tego nic poważniejszego. 

A z fajniejszych rzeczy, Młodzieniaszek zaczął się łapać za kolanka. Prześmiesznie to wygląda, najbardziej, jak leży na przewijaku z gołym wróblem, jedną rękę trzyma pod głową, a drugą na kolanie. 
W związku z powyższym ostatnio nazywany jest Prezesem :)) 
Ciekawe, czy od kolan długa droga do stópek?




czwartek, 20 czerwca 2013

3 miesiące

Trzy miesiące już mam, tralalal :)



Ważę ok 6,5kg. Ubieram się ciągle w 68. Ślinię się na potęgę i puszczam bańki. Łączę rączki i wkładam dwupak do buzi. Próbuję chwytać zabawki. Powoli dochodzę do wniosku, że na brzuchu fajnie jest. Ciągle robię sobie malinki na przedramionach, ostatnio nawet zrobiłem jedną mamie na cycku, huehue. 
Poza tym, wszyscy mówią, że fajny ze mnie gość, całują mnie i tulą, fajnie jest.
A, tylko ostatnio zacząłem kaszleć, Mama wzięła mnie do lekarza, dostałem przepyszne syropy które cichaczem wypluwam bokiem. A tak w ogóle, to tata mnie zaraził. No i szczepienie się trochę przesunie w czasie. 

Pozdrawiam i buziakuje, 
Olo.



poniedziałek, 10 czerwca 2013

Mam Cię...

... zjem Cię! 

Ale to nic... co mój syn dziś uczynił, po a) obrócił się z brzucha na plecy, wścieknięty na maksa, bo leżenie na brzuchu to najgorsze co może go spotkać. A po b) wsadzoną do łapy zabawką nie przywalił sobie w łeb, a wsadził do buzi! 



Ach, duma mnie rozpiera :))) 


niedziela, 9 czerwca 2013

9-6-13

Robalino od pewnego czasu budzi się o 5 rano, z uśmiechem na pół buzi, wypoczęty i gotowy do odkrywania świata. Macha rękami na prawo i lewo (co rusz dostaję w nos, oko, zostaję pociągnięta za włosy), a nogi poniosłyby go na koniec świata. Więc matka ledwo otwiera oczy, widzi bezzębny uśmiech i nie ma szans, żeby nie wstała, przewinęła, zabawiła. Później na szczęście znów następuje log out i śpimy do 8-9, niestety syn dłużej udobruchać się nie da. Olko ubrany, gil odciągnięty, pampers zmieniony, to czas ogarnąć siebie. Robalino w tym czasie ładnie zajmuje się zjadaniem własnych dłoni. Ok 11 znów Młody się wylogowuje, a później się budzi i dalej już tylko życie. Uśmiechy, podkówki, ryki, łzy i tooony śliny.

Dzisiejszy dzień był pełen wrażeń. Po porannym leżakowaniu na balkonie wybraliśmy się na dłuuugi spacer. Pot spływał z czoła, Olko wietrzył gołe stopy. Niestety nie spotkaliśmy żadnej miłej Pani, która powiedziałaby nam, ze krzywdę dziecku robimy, jak to tak, bez skarpetek, czapki brak, ucho przewieje, wilka dostanie. Ciągle na to czekam :P
A później rodzinka się zjechała, byli pierwszy raz pooglądać piękny okaz Robala Domowego. Prezenty były, a jak. Olko matę edukacyjną już przetestował. Podoba się! A w trzymiesięcznicę machniemy mu odcisk wielkiej stopy, o ile zmieści się do tego małego, metalowego pudełeczka.
Później zaliczyliśmy drugi spacer i chyba wrażeń było za dużo, bo Młody domagał się kąpieli już o 19:30. Zwykle mężny go kąpie o 20:30, ale ostatnio zaczyna marudzić już o 20. Wpół do 9 to chyba dla niego ciut za późno.

A teraz... Matka nakarmiła, odłożyła do łóżeczka i dzieć śpi. A ja jaram się granatowym niebem i piorunami. Zasysam wyciskane lodowe Frugo, a jednym okiem zerkam na Top Trendy.
Lubię takie dni.

A, Młody dzisiaj zaczął nieporadnie wyciągać łapska do zabawek, najwyższa pora kurde. A jaki skupiony przy tym!
Niestety nadal nie cierpi leżenia na brzuchu, oszukuję go trochę podkładając pod pachy zwinięty kocyk. Udaje się poleżeć całe 5 minut, później jest bunt, nawet rozebranie do golasa nie pomaga.


Hello! 


wtorek, 4 czerwca 2013

Uporządkowani

Lubię mieć porządek, ale zawsze mam problem z tym, że biorąc coś z jednego miejsca odkładam w drugie, a później robię mężowi awanturę, że znów mi coś przestawił. Jędza.

Z Olkowymi rzeczami jest inaczej. Muszę mieć wszystko na miejscu. Nawet pampersy układam tak, żeby dobrze mi się rozkładało ("trójeczką" w prawo). Wszystko poukładałam w/na komodzie pod ręką, tak, żeby nie szukać przyrządów jak młody z gołym pośladkiem leży na przewijaku.

Na początek, czego stale używamy.
1. Do kąpieli Babydream, sprawdza się u nas super i wielki plus za opakowanie z pompką.
2. Po kąpieli oliwka Hipp. Młody uwielbia oliwkowanie, a ja uwielbiam zapach hippa.
3. Kremy Babydream: pielęgnacyjny, na wiatr i mróz i z filtrem 50.
4. Atoperal Baby, kupiłam jak Olek dorobił się 'wysypki' na twarzy. Po kilku dniach szorstka skóra zrobiła się znów mięciutka, używamy sporadycznie. 
5. Do pupy. Przy każdym przewijaniu niezastąpiony linomag. Bepanthenem smaruję Młodemu szyję, bo lubi mu się odparzać, no i pupę, ale nie codziennie. 
6. Pampersy Dada. Jak na razie spisują się super, ale innych nie próbowałam więc nie mam porównania.
7. Husteczki huggies, jak dla mnie na razie są hitem.

Poza tym ogrom wacików, dużych i małych. Witaminy. Krople na kolkę. Podkłady na przewijak.

Wszystko trzymam w pudełkach z Lidla. Całkiem przypadkiem ładnie się zgrały z naklejkami na ścianę z biedronki ;)
Pod ręką musi być kosz, a do niebieskiego pudełka wrzucam brudne, Olkowe ciuchy.
.


W środkowej szufladzie są tetrówki. Zapasy trzymamy pod łóżeczkiem. Nawet jak zapomnę zapełnić podręczny koszyk pampersami, a Olko już czeka zniecierpliwiony, to spokojnie mogę wysunąć pudło jedną ręką asekurując dzieciaka.



Tamtararararammmm!! :D

A na koniec coby nie było nudno. Olko w swoim raju.




sobota, 1 czerwca 2013

pierwszy szósty

... czyli pierwszy dzień dziecka Olka.
Olko postanowił się dziś obudzić o 3:30, wypoczęty i uśmiechnięty, na szczęście po masie przytulańców i buziaków postanowił jeszcze trochę pospać ;)
Później mężny pojechał na mecz, więc z Olkiem spędziliśmy miło dzień u mojej mamy.
Prezentów nie było, tzn. były ale ciut wcześniej, niestety ten ode mnie, leżaczek, na razie leży i się kurzy, mam nadzieję, że kiedyś się spodoba :)

Różowy landrynek

Wszystkim dzieciakom, tym większym i tym całkiem malutkim, życzymy wszystkiego najwspanialszego!