poniedziałek, 25 lutego 2013

Powizytowo

No i pupa. 
Wyniki tragiczne nie są, ale to najprawdopodobniej początki cholestazy. 
Bilirubina w normie, aspat w normie, alat 53 (norma do 49), ale fosfataza alkaliczna 582 (norma do 240). Pani doktor pochwaliła, za szybką reakcję i wypisała skierowanie do szpitala dla świętego spokoju, woli, żeby nas porządnie przebadali. 
Oluszkowy obwód głowy wskazuję idealnie na 35t1d, serducho bije jak dzwon. 

Na razie udaję przed mężem twardzielkę, ale jutro chyba się rozkleję kompletnie.
Nie byłam nigdy w szpitalu, boję się jak cholera. Nigdy się nie rozstawałam z mężem na noc. 
Mam nadzieję, że wyniki nie będą się pogarszać i najpóźniej za kilka dni wrócę do domu i spokojnie doczekam do TP. 

Edit: a, ponoć mam 'wiotką' szyjkę macicy, cokolwiek to znaczy. Mam odpoczywać i leżakować. 




Przedwizytowo

Przedwizytowo mam dziś stresa. Chociaż stres to mało powiedziane... jestem po-sra-na po same kostki.
Kilka dni temu się zaczęło, od stóp. Mówię ki pieron, może przegrzane? Ale nie.eee... na drugi dzień dołączyły dłonie i swędzą, swędzą, swędzą. Nie do zniesienia.
Jeśli to nie cholestaza to będzie cud.
Poleciałam z rana zrobić próby wątrobowe, coby mieć w razie wu na wieczornej wizycie. Pewnie gin. też by mnie wysłała, a po co odwlekać czekanie na następny tydzień, poza tym niestety z cholestazą nie ma co czekać.

Poproszę o zmasowane kciuki.



piątek, 22 lutego 2013

Siedzimy...

... nic się nie dzieje.

Ciężko ostatnio. Wpienia mnie, jak wszyscy mówią "wyśpij się póki możesz", no właśnie kurna nie mogę! Dziś na przykład pospałam (chociaż ciężko to nazwać spaniem) do 3:30.
Poza tym dupa mnie boli, jakbym co najmniej z konia spadła i mocno potłukła.
No i tak sobie cierpię, narzekam, wściekam się, później znów się cieszę.
Skompletowałam całą wyprawkę, dzisiaj przyszła ostatnia rzecz - fotelik.
Nagłowiłam się nad chusteczkami do tyłka, ale w rossmannie wpadł mi w łapy 3pak Huggiesów i wzięłam na testy, zobaczymy. Torba czeka na spakowanie, ale muszę w to mężnego zaangażować.

I ciągle łażę do sypialni, przeglądam rzeczy, dotykam naklejek na ścianie, przekładam pudełka, sprawdzam 5 razy listę do szpitala... siadam na łóżku i myślę... przeglądam ciuszki ze łzami w oczach. Ech. Taaakie zmiany, nie mogę się doczekać.




wtorek, 19 lutego 2013

Rozmowy wieczorne...

Żona z mężem w łóżku. Rozmawiają o pierdołach, płetwal błękitny, co jutro na obiad, która może być godzina, ble ble ble.
Żona próbuje się obrócić z boku na bok, utrudnia to pokaźnych rozmiarów brzuch, na co kochany mąż z troską w głosie:
- Musisz poczekać na przypływ.

No jak tu go nie kochać? :D


poniedziałek, 18 lutego 2013

34 tydzień

34 tydzień, błagam, niech już będzie chociaż 38. Poproszę czasoprzyspieszacz.

Bilans wieloryba:
- na plusie 9,9kg
- w bebechu nie_wiem_ile, centymetr gdzieś zaginął, może to i dobrze
- rozstępy pięknie świecą przy pępuchu
- dalej sapię jak stara baba
- chodzę jak pingwin
- i najgorsze z najgorszych... hemoroidy ;(

Młody z radością masakruje mnie od środka. Mąż po ostatnich obserwacjach brzucha stwierdził, że dobrze, że to ja noszę Obcego, bo on to by chyba mdlał z każdym kopniakiem. Faktycznie wygląda to ciut przerażająco.

Jeszcze 4 tygodnie i mogę rodzić, ale mam dziwne przeczucie, że Olek postanowi nas przeciągnąć na maksa. Ostatnio jeszcze gin. mnie pocieszyła, mówiąc, że wszystko mam TAK wysoko, że zbadanie mnie to cud i na pewno przedwczesny poród mi nie grozi. Najs.
Spoko, przedwczesnego nie chcę, ale jak tylko na suwaczku ujrzę 37 to szoruję okna i biorę męża w obroty (coś o seksie słyszałam, ale nie wiem czy jeszcze pamiętam jak TO się robi)

Kupiłam ostatnio Lano maść Ziaji na brodawki... uratowała mi usta w 3 noce. Kocham ją!




poniedziałek, 11 lutego 2013

Superbaby

Pisałam już, że kocham lumpeksy? Taaak, a te dziecięce najbardziej. Muszę, muszę się pochwalić, bo mój ostatni łup nawet mojego męża rozwalił :D
Tadaaa!

Czaiłam się na H&M'owe supermenowe body, ale cena mnie przerażała. Pajac kosztował całe 8 złociszy. Mała rzecz, a cieszy!


Lecę dziś na wizytę do ginki. Chyba dostanę patykiem w łeb, bo w ciągu 3tyg. przytyłam kolejne 2kg. co równa się wadze 99,5kg, czyli od początku +8,9kg. Ale to jeszcze nic! ostatnio na wieczór to już nawet 3 cyferki zobaczyłam, moja reakcja mnie zaskoczyła, bo wybuchnęłam śmiechem jak głupia.
Co tam, będę zrzucać. Zapowiedziałam mężowi, że jak tylko przeżyję połóg to zapisuję się na jakiś fitness czy co i będę taką szprychą, że będzie mnie musiał w domu zamknąć coby mnie nikt nie podrywał.

Ach, no i za 5 tyg mogę rodzić! Mężowi się włącza stres. Poza tym mówi, że jak Olek się urodzi to chyba miesiąc będzie płakał ze wzruszenia, buehehe.


piątek, 8 lutego 2013

Skurcz-ybyki

Wczorajszy poranek był mało przyjemny. O 5 rano obudziły mnie bolesne skurcze. Nieco się zdziwiłam, bo jakoś w głowie miałam zakodowane, że skurcze Braxtona Hicksa są bezbolesne, że to tylko twardnienie i uczucie 'ciągnięcia' brzucha. A tu obudził mnie ból jak przy miesiączce+ból krzyża. No cóż, najwyższa pora chyba. Oby tylko nie były zbyt częste. I pomyślałam, jak przepowiadacze TAK bolą, to co będzie przy porodzie? ale już oczyściłam głowę ze złych myśli, stu puk, tfu tfu ;D

Wyciągnęłam i wyprałam torby do szpitala. Wiem, wcześnie, ale czas mi ostatnio tak leci, że strach i chyba serio zacznę kompletować rzeczy dla mnie. Gdybym miała teraz jechać do szpitala na kilka dni, to chyba chodziłabym tam w samych majtach i klapkach pod prysznic, bo nawet kapci jeszcze nie zakupiłam, o koszulach nie wspominając.

A żeby było weselej, to dziś miałam koszmarek, że nie zdążyłam do szpitala i moje dziecko umarło.. na szczęście Młody w porę zaczął brykać i reszty nie 'dośniłam'.


środa, 6 lutego 2013

Rozmowy nocą...

Mój mąż ostatnio nocami prowadzi bardzo poważne rozmowy z Synem.
Brzmi to mniej więcej tak:

Mąż: - nie kop taty
Syn: - ... *kop*
M: - prosiłem nie kop
S: - ... *kop kop*
M: - daj pospać, mamę obudzisz
S: - ... *kop kop kop* 
M: odwraca się na drugi bok, odsuwa jak najdalej od (mojego)brzucha i chrapie dalej...

no daru przekonywania to mężny nie ma.



HELLO!

poniedziałek, 4 lutego 2013

Kick me

Razem z kopniakami moje doły poszły precz. Oluszek chyba wykopał z matki całe zło.
Jeszcze nie dawno pisałam, że nie czuję nic do tego mojego brzucha, wkurzało mnie, jak mąż przystawiał głowę i prowadził poważne rozmowy z synem. A teraz... ranyy, kocham tego małego potwora! Gadam do brzucha jak szalona, głaszczę go i smyram po wypychających się stopach. Nawet ostatnio zdarza mi się mówić do niego po imieniu. Będę cholernie tęsknić za tymi ruchami, a jednocześnie chciałabym już go wyjąć, pooglądać, zrobić masę zdjęć, tulić, całować, opowiadać bajki i śpiewać kołysanki. 

A z mniej przyjemnych rzeczy, czekam na przypływ gotówki i mam zamiar skompletować resztę wyprawki.
Dla dziecia został do kupienia przewijak, kosmetyki i pampersy. A, i fotelik mamy zamówić w tym tygodniu, tylko nie wiem na który kolor się zdecydować. Do większości zielonych i beżowych kocyków, chyba bardziej brązowy będzie pasował?




No i czas zacząć kompletować rzeczy dla mnie do szpitala. Jak na razie mam... klapki pod prysznic i szlafrok. Mama na mnie napiera, że już dawno powinnam mieć przygotowane, bo piernik wie co Mały planuje i wszystko powinno być w razie wypadku pod ręką. 

Poza tym, teraz będę widywać moją gin co 2 tyg, a wizyty od nowego roku znów droższe. No i jeszcze pewnie dostanę piękną listę badań do zrobienia. 
A moje odwiedziny u dentysty znów się przełożyły na bliżej nieokreślony termin... coś czuję, że po porodzie będę zasuwać co tydzień, bo wszystkie zęby będą wymagały naprawy, wstyd kurna! Ale wyczytałam, że przy karmieniu piersią można korzystać ze znieczulenia, więc jestem w niebie. 


A na koniec mieszkanko Olka. 111cm na wysokości pępka, niezły apartament :)




Ach, no i wszystkim piorącym i prasującym życzę powodzenia! :DD