poniedziałek, 16 grudnia 2013

Wózkowe

Coś mnie dziś pokusiło i wybrałam się z Młodym na spacer po mieście.
Masakra totalna. Niektóre matki z wózkami to chodzić nie potrafią. Sama kiedyś nie potrafiłam, serio, ciągle zjeżdżałam z krawężnika, ale nigdy:

- na najbardziej ruchliwym chodniku w mieście, nie prowadzę wózka jedną ręką, bo w drugiej mam komórkę i stukam sobie smsa. Jak muszę skorzystać z telefonu/wyciągnąć coś w torby/zabawić dzieciaka, to przystaję sobie gdzieś z boku, żeby nikomu nie wadzić.

- nie pcham się bez "przepraszam", bo jestem matką z dzieckiem i wszystko mi wolno.

- znam słowo "dziękuję", jeśli ktoś mi zejdzie z wąskiego chodnika, to nie boję się go użyć.

- przy przejściu dla pieszych nie staję wózkiem blisko ulicy. 
Ciągle widzę matki pchające wózki prosto pod samochód, bo przecież ona przejść chce, pasy są, to kierowca ma się zatrzymać. No jasne, powinien, ale to nie znaczy, że muszę swojego dzieciaka wpychać prosto pod nadjeżdżający samochód z nadzieją, że może ten się zatrzyma. Tylko co jeśli nie?

- nie zostawiam dziecka pod sklepem "bo tylko na momencik skoczę po chleb, a z wózkiem się nie zmieszczę". Nie i już. Jak się nie zmieszczę, to idę do innej piekarni i mam gdzieś. 

żródło: http://www.dailymail.co.uk/

A może przesadzam? :))

11 komentarzy:

  1. Nawet nie wiesz jak bardzo mnie tu wkurza... sama moze jak miss wozkiem nie jezdze ale bez przesady

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też ciągle widzę jak się pchają na pasach wózkami pod samochody, a ja nie mogę pojąć jak można tak ryzykować życiem własnego dziecka??? I punkt zostawiania pod sklepem dzieci w wózkach też jest niestety spotykany przeze mnie i bardzo niezrozumiały.. A jak wróci taka delikwentka z chlebkiem, a po dziecku nie będzie śladu? Wyobraźni nie mają te matki czy co..

    OdpowiedzUsuń
  3. Są jeszcze takie, które paradują środkiem chodnika (nie raz z koleżanką/matką czy innym towarzyszem) i nie widzą potrzeby zejścia na bok, a Ty swoim wózkiem powinnaś przefrunąć, albo o rów zaczepić, bo święta krowa wyszła na spacer.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie przesadzasz - ostatni punkt, mieszkam w dzielnicy pod miastem, mam dwa małe sklepiki i kasę przy samej szybie, gdy mała śpi, robię zakupy 30 m od niej, gdy nie śpi, biorę ze sobą. Co do reszty - święta prawda ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zgodzę się, chociaż uwielbiam spacerując prowadzić rozmowy telefoniczne z koleżankami :) Na swoją obronę dodam, że zwracam uwagę co się dzieje dookoła. Cała reszta się zgadza :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Sama przeraza mnie jak za blisko aut matki podjezdzaja z wozkami .. przecież teraz takie debile sa kierowcami ... Ludzie gina na światłach/pasach a matki co niektóre jak by mozgow nie miały :(

    Jestem za trzymaniem się prawej mysle ze o wiele latwiejsze zycie by było jak każdy by ta zasade respektowal.

    OdpowiedzUsuń
  7. Najgorsze jest to wszystko podniesione do kwadratu w opcji wózków spacerujących parami

    OdpowiedzUsuń
  8. O właśnie jaki pisze Lucy pary wózkowe są koszmarem mym od dawna

    OdpowiedzUsuń
  9. U nas jest tak, że w najbliższym sklepie mają tak wąskie wejście, że wjechać wózkiem nie da rady. I wolę nie iść po ten chleb niż zostawić pod sklepem.

    OdpowiedzUsuń