piątek, 29 listopada 2013

Nie pierwszy i nie ostatni.

Zaczęło się.
Coś czuję, że będzie guz na guzie na tej mojej małej, łozbuzerskiej głowie.
Ja zejdę na zawał trzysta trzydzieści trzy tysiące razy w międzyczasie. Albo kask mu kupię i w klatce zamknę.

Zapatrzył się, zapomniał, że siedzi, a nie leży... no i się położył, za szybko trochę.
Bo źle wymierzył, usiąść chciał, zapomniał, że ściana za nim... i bęc.
Bo rozpędził się z bujaniem, uderzył brodą w podłogę.
Skacząc w łóżeczku nosem przywalił w szczebelki.
Zabawką sobie w łeb przyrżnął.
Z wózka wypadł.

5 komentarzy:

  1. Każda mama przeżywa te pierwsze siniaki i urazy. Ja ciągle sobie powtarzam, że do wesela się zagoi. Co lepsze, czasem nawet nie wiem skąd synek ma te siniaczki, nie zawsze płacze.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj jak ja przeżywałam pierwszego guza:( Nawet nie guza tylko czerwony ślad a Franek dalej się bawił jakby nigdy nic:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj tak - ten tydzień wygląda u nas tak samo...

    OdpowiedzUsuń
  4. Mawiaja ze bez guza się nie wychowa mój tez ma sine pod okiem czerwone na czole :/
    Ale i na to producenci znalezli "rozwiązanie" ;-) http://allegro.pl/kask-dzieciecy-do-nauki-raczkowania-chodzenia-i3754363995.html

    OdpowiedzUsuń
  5. pamiętam pierwszego siniaka od Oskarka teraz już się przyzwyczaiłam :-)

    OdpowiedzUsuń