piątek, 8 listopada 2013

Szpital domowy

Pełną parą!
Olkowa trzydniówka poszła precz, to zachorowała matka. Osłabienie totalne, gorączki brak, ale ból gardła taki, że Olek za dużo ze mną nie pogadał. Jak w końcu gardło puściło, to katar, gile po pas. Nos zatkany, spać się nie da. Byle tylko młodego nie złapało, bo się pochlastam, lekarka na urlopie, a tu jeszcze długi weekend.
No i chyba sobie w myślach wykrakałam. Młody z gilem i kaszle.
Wczoraj męża wysłałam do apteki z listą i oczywiście musiałam sama się wrócić, bo chłop nie spojrzy, bo nie zna się, bo coś_tam, a farmaceutka za mocne krople do nosa dała.
Oczywiście szanowny_pan_mąż nie słyszy u dziecia żadnego kataru, przesadzam, bo go chcę lekami nafaszerować. durna matka. Jak on ma słyszeć, jak 'zajmuje się' dzieciem 1,5h w ciągu dnia, bo cholera zgodził się robić pieprzone nadgodziny. I się dziwi, że jak Młody tylko widzi mnie ubraną do wyjścia, to alarm włącza, syrena wyje. No ale ja nie o tym.
No więc przyplątało się, nic, żyć trzeba. Ale walczymy. Disnemar, frida, nasivin, depulol i jeszcze mu tran przywalę, a co mu będę żałować, jak faszerować to na całego.

Tyle. Dziękuję za uwagę.
Niech już wtorek będzie.

6 komentarzy:

  1. Dużo zdrówka kochana.
    Ja od niedzieli chora na grypę a teraz powikłana:( Dlatego tak nas tu mało:(
    www.franuloweopowiesci.pl

    OdpowiedzUsuń
  2. Ło ja cię... Kuruj się,kuruj. PS u nas też (pieprzone) nadgodziny, ech ;/

    OdpowiedzUsuń
  3. mysmy mieli taki szpital niedawno . Zdrówka!

    OdpowiedzUsuń
  4. Zdrowiej!a nadgodziny skads znam..eh..chyba taki los mlodych mam;)..Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń