wtorek, 10 września 2013

Jestę czarodzieję

4 rano, ryczy. Pamiętam, że brałam go do łóżka z czerwonym smoczkiem, na pewno gdzieś tu jest! Szukam. Podnoszę się, kołdrę, dzidziusia podnoszę, poduszki przekopuję. Pewnie za łóżko wpadł. Wstaję, biorę drugi, pomarańczowy.

7 rano. Czuję na sobie wzrok, tak go czuję cholera, że się budzę. Dzidziusia oczy duże jak pięciozłotówki. Przez chwilę jestem złą mamą, zostawiam go na moment w łóżku i lecę do wc. Wracam.
Ma w buzi CZERWONY smoczek.

Czarodzieju, pytam, jak, gdzie, skąd?

7 komentarzy:

  1. Czary jak nic! :P Czy inna wersja wydarzenia zakłada, że mama ma chwilowe problemy z odróżnianiem kolorów? :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Magia jakaś :)
    Ależ mi Twój wpis humor poprawił :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ha, ha! My już smoczka nie używamy, ale kiedyś było podobnie;)
    Z humorem jest ten Twój dzidziuś;)

    OdpowiedzUsuń