poniedziałek, 1 kwietnia 2013

O porodzie...

I jak zwykle nie wiem od czego zacząć.
Może od tego, że 26 lutego trafiłam do szpitala z podejrzeniem cholestazy ciążowej. Pojechałam z myślą, że pewnie potrzymają mnie 3dni, dadzą leki i wypuszczą do domu. Nic z tego... mój pobyt w szpitalu trwał miesiąc bez jednego dnia. Wyszłam bogatsza o kilka powenflonowych blizn, siniaków i nowego, 2 cm przyjaciela w pęcherzyku żółciowym. No i z małym Robalem pod pachą ;)

Ordynator ciągle mówił "nie wywołujemy, czekamy, jest czas", rozwarcie na 1 palec, szyjka skrócona o 40%. A jednak zdecydowali się ciut przyspieszyć. 18 marca poszłam uśmiechnięta na porodówkę, z nadzieją, że po teście oksytocynowym pojawią się choć małe skurcze... niestety, KTG pokazywało tylko prostą kreskę.
20 marca miałam zaplanowaną aplikacje żelu z prostaglandynami na szybsze rozwieranie szyjki. Znów to samo, z uśmiechem na porodówkę, tam już trochę mniej do śmiechu, bo wciskanie wacika w szyjkę było baaaaardzo nieprzyjemne. Po dwóch godzinach mogłam wrócić na oddział. Czułam lekkie skurcze co 5-6minut, ale czekając na męża jeszcze udało mi się pospać, w dodatku Pani doktor powiedziała, żeby się nie nastawiać, bo bóle mogą być i minąć.

Mężu przyjechał (miał wyczucie kurna!), przed 17 położna podpięła mi KTG i się zaczęło. Po 10 minutach skurcze były tak mocne, że nie byłam w stanie dłużej leżeć nieruchomo. Nagle 'pyk', mówię do Arka, że chyba wody mi odchodzą i szkoda, że nie miałam kamery, bo minę miał cudowną :D Przychodzi położna, odpina ktg, ja wstaję z łóżka i śmieję się jak głupia, wody lecą, przedziwne uczucie.
Później czekanie na lekarza, szybkie badanie, rozwarcie 3cm, idziemy rodzić.

W sali porodów rodzinnych byliśmy ok. 18, na początek oczywiście papierki, papierki, badanie, żarciki z położną. Skurcze były mocne i częste.
W końcu zostaliśmy sami, ja bujałam się na piłce, w przerwie między skurczami przysypiałam, a mężny robił wiatr gazetą. No i dosyć szybko zaczęły się bóle parte. Po badaniu okazało się, że rozwarcie 8cm (a gdzie kurna kryzys 7cm?!), położne spanikowane, bo nie mają nic przygotowane, a ja zaraz będę rodzić, na szybko przygotowywały narzędzia, dały do podpisania zgodę na nacięcie krocza i pozwoliły przeć jeśli czuję taką potrzebę. Więc leżałam na boku, parłam i marudziłam, że już nie mam siły i nie dam rady. Ciągle słyszałam "rób nam tu tą kupę" i myślałam, że trzasnę w końcu którejś w łeb.
Jak usłyszałam "rodzimy!" to byłam w niebie. Kilka parć, płacz Młodego i już miałam go na brzuchu, cieplutkiego i pachnącego.

Arek był cały czas ze mną, nie trzymał mnie za rękę, siedział wygodnie w fotelu z najlepszym widokiem. Ale sama jego obecność mi pomagała. No i po porodzie mieliśmy 2h tylko dla siebie, ryczeliśmy patrząc na Robala przyssanego do piersi. No i obdzwoniliśmy całą rodzinkę, wszyscy byli zdziwieni, że tak szybko poszło, spodziewali się telefonu nad ranem.

W zasadzie mówię, że mój poród trwał 3h15m, od odejścia wód do 'urodzenia' łożyska. I tym samym pobiłam moją mamę, która rodziła 4 i 5h. Bardzo się bałam, że będę miała poporodową traumę, a tymczasem na każde wspomnienie mam łzy w oczach, bo to było coś pięknego.

A, co mój mąż oprócz wychodzącego Olka, łożyska i całej reszty zapamiętał z sali porodowej?
Położną, jedzącą kanapkę, która przyszła pozaglądać mi w krocze :D


12 komentarzy:

  1. Tak powinny wyglądać porody! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. ojejku, jak fajnie:)))
    ja sobie też takiego krótkiego porodu życzę!

    OdpowiedzUsuń
  3. Łoooooo, tylko pogratulować szybkiego porodu! Oby i mój poleciał tak "rach ciach" :D

    OdpowiedzUsuń
  4. ale cudownie!!!
    gratuluję z całego serca!!
    ledwo ponad 3 godziny... szybciutko poszło.
    jestem ciekawa jak mój będzie wyglądać... :)

    no rzeczywiście położna jedząca kanapkę i sprawdzająca krocze to niecodzienny widok :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudownie! Ogromnie się cieszę na tak wspaniały poród :)) I że bez traumy,a ze wspomnieniami moczącymi oczy :)) Miałam podobnie, szybko się uwinęliśmy i do tej pory na samo wspomnienie tak mi miło i wzruszająco :))) Oby wszystkie kobietki tak rodziły :))

    OdpowiedzUsuń
  6. Haha to musiało pięknie wyglądać z tą kanapką :) Super, że tak szybko i fajnie Wam poszło. Leżąc na patologii miałam okazję poobserwować porody wywoływanie - oczywiście pierwszy etap aż do zabrania na porodówkę. Oj, czasem były to trudne i bolesne dni dla tych dziewczyn. Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
  7. I pięknie! To naprawdę wspaniały poród:) "z Robalem pod pachą" hahahahahahaha:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jak pięknie wszystko opisałaś aż miło się czyta... I jakoś tak dałaś mi nadzieję,że i mój poród być może nie będzie tak zły jak sobie wyobrażałam (a jestem w 37 tyg).
    Pozdrawiam i z serca gratuluję! ;*
    Zapraszam przy okazji do mnie: niecodziennikmlodejmamy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Super wspomnienia :)
    U mnie poród nie był aż tak lekki i przyjemny, ale podłóg cholestazy to był pryszcz na tyłku

    OdpowiedzUsuń
  10. Super, piękny poród :) mój teraz trwał 3h i 13min ;) liczony od pierwszych skurczy na ktg których nie czułam :) wody odeszły później, ale wtedy to już bardzo bolało wszystko.. poprzedni liczony od odejścia wód trwał 3,5h.
    zapraszam do siebie :) http://odczuciaiuczucia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Tekst o kupie... masakra. Leżenia w szpitalu nie zazdroszczę, bo wiem co to jest z pierwszej ciąży, teraz na szczęście mnie prawie ominęło, a że do porodu niewiele, to jest szansa, że nie poleżę. Szkoda, że nie uwieczniłaś miny męża po informacji o odejściu wód ;) Gratuluję urodzenia Synka :) Ja jeszcze odrobinę muszę poczekać. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń