wtorek, 31 grudnia 2013

rok pierwszych razów.

2013 był cudny. Pierwsze spotkanie. Pierwszy uśmiech. Pierwsza choroba. Pierwsza rocznica ślubu.
Rok pierwszych razów.

Życzę Wam szczęśliwego 2014! Oby był jeszcze lepszy niż poprzedni ;))


sobota, 28 grudnia 2013

za szybko!

Za szybko, zdecydowanie za szybko mignęły te Święta.
Już nie mogę się doczekać kolejnych.

Wigilię spędziliśmy we trójkę. Cudnie było, choć nie wiedziałam w co ręce włożyć.
Przez 3 dni zrobiłam tysiące fotek i nakręciłam setki filmów, bo przecież to pierwsze Oluszkowe Święta Bożego Narodzenia, wszystko musi być udokumentowane.
Prezenty też były. I łzy wzruszenia się polały.


najlepsza zabawa. pudełka i papier! 

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Święta, Święta!

Kochani! 
Razem z Oluszkiem i Tatą Oluszkowym, życzymy Wam przecudnych, ciepłych, spokojnych i rodzinnych Świąt Bożego Narodzenia! 



niedziela, 22 grudnia 2013

Takasytuacja.

W sklepie jestem, stoję w kolejce do kasy. Za mną tatuś z (chyba) trójką dzieci. Największy chłopczyk (na oko 8 latek) stoi obok mnie i uśmiecha się do siedzącego w wózku Olka. Podchodzi do niego młodsza siostra, a on bierze ją na ręce i mówi "popatrz jaki fajny chłopczyk", siostra mu przytakuje i już razem się uśmiechają. Odwraca się do mnie i mówi do małej "a tu jest mamusia chłopczyka". Odwzajemniam uśmiech i myślę... chciałabym, żeby Olek był takim fajowym starszym bratem!

piątek, 20 grudnia 2013

dziewięć!

9+9, Olek ma dziś pierwszą osiemnastkę ;)

waga: 10 kg
wzrost: ?
ubrania: 80
zęby: 2!
guz: codziennie nowy
uśmiech: najpiękniejszy

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Wózkowe

Coś mnie dziś pokusiło i wybrałam się z Młodym na spacer po mieście.
Masakra totalna. Niektóre matki z wózkami to chodzić nie potrafią. Sama kiedyś nie potrafiłam, serio, ciągle zjeżdżałam z krawężnika, ale nigdy:

- na najbardziej ruchliwym chodniku w mieście, nie prowadzę wózka jedną ręką, bo w drugiej mam komórkę i stukam sobie smsa. Jak muszę skorzystać z telefonu/wyciągnąć coś w torby/zabawić dzieciaka, to przystaję sobie gdzieś z boku, żeby nikomu nie wadzić.

- nie pcham się bez "przepraszam", bo jestem matką z dzieckiem i wszystko mi wolno.

- znam słowo "dziękuję", jeśli ktoś mi zejdzie z wąskiego chodnika, to nie boję się go użyć.

- przy przejściu dla pieszych nie staję wózkiem blisko ulicy. 
Ciągle widzę matki pchające wózki prosto pod samochód, bo przecież ona przejść chce, pasy są, to kierowca ma się zatrzymać. No jasne, powinien, ale to nie znaczy, że muszę swojego dzieciaka wpychać prosto pod nadjeżdżający samochód z nadzieją, że może ten się zatrzyma. Tylko co jeśli nie?

- nie zostawiam dziecka pod sklepem "bo tylko na momencik skoczę po chleb, a z wózkiem się nie zmieszczę". Nie i już. Jak się nie zmieszczę, to idę do innej piekarni i mam gdzieś. 

żródło: http://www.dailymail.co.uk/

A może przesadzam? :))

wtorek, 10 grudnia 2013

Ukryta prawda*

Bo przecież spać chciał, mąż go wykąpał i mu się odechciało.
W łóżeczku źle, musiał wstać, nabić sobie guza i prawie złamać nos o szczebelki. W łóżku źle, więc musiał się poznęcać, podrapać, poszczypać, 5 razy obrzygać, jeść razy 10, pociągnąć za włosy, palec do oka wsadzić.
Słowo "nie" działa jak zapalnik. W momencie ryczy tak, że robi się fioletowy i tchu mu brak.
Przez chwilę zachciało mu się być spajdermenem. Cud, że nie ma dziś pięknej, fioletowej bańki na twarzy, po tym jak przyrżnął cudownie w ścianę.
Jak już opadł z sił, to odłożony do łóżeczka znów zrobił się fioletowy. Po 2h udało się ululać 10kg maleństwo, na rączkach, u mamusi kochanej. Po 30 minutach się obudził :))


Wykończy mnie, no wykończy.
Mój syn ma charakterek po mamusi. Jest małym złośnikiem, wymuszaczem, fochaczem, płaczkiem, darciuchem (tak, to ja!), taki charakter + bolesne ząbkowanie to masakra totalna.
Wczoraj to było. Jedyne o czym marzyłam to walnąć się do łóżka i obudzić za rok.
Ciekawe co dziś zaserwuje, moje słodkie maleństwo :)

*kocham! ;D

piątek, 6 grudnia 2013

Ho Ho Ho!

Był! Prezenty zostawił i pofrunął dalej.


Mam nadzieję, że do Was doleciał? :)))

wtorek, 3 grudnia 2013

Idzie rak

W niedzielę mężu babcię moją spotkał przypadkiem. Pogadali chwilę, pierdu śmierdu.
Babcia dziś wpadła w odwiedziny, oczy zrobiła wielkie, bo przecież mąż nie wspomniał, że Olo raczkuje.
No tak, bo w niedzielę jeszcze nie raczkował. Zaczął wczoraj, a dziś już idzie mu pięknie.
Prawie zrzucił sobie na głowę suszarkę na pranie. Ciągle się wspina na krzesła, więc stoją przy ścianie przystawione stołem. Zabawki są wszędzie, nie tylko te Olkowe, ale i psie, które synu mój kocha bardziej niż swoje. Kable są bardzo pożądane. Okruszek żaden nie zostanie pominięty, bo Olo niczym perfekcyjna pani domu test robi, tylko bez rękawiczek, ale przecież językiem to prawie to samo.
Jest wszędzie i to dosyć szybko, biorąc pod uwagę, że 3 dni temu robił jeszcze rozjechaną żabę.

Oho, Małpka właśnie wspina mi się po plecach, pora kończyć Matko "gagaga łełełe"



piątek, 29 listopada 2013

Nie pierwszy i nie ostatni.

Zaczęło się.
Coś czuję, że będzie guz na guzie na tej mojej małej, łozbuzerskiej głowie.
Ja zejdę na zawał trzysta trzydzieści trzy tysiące razy w międzyczasie. Albo kask mu kupię i w klatce zamknę.

Zapatrzył się, zapomniał, że siedzi, a nie leży... no i się położył, za szybko trochę.
Bo źle wymierzył, usiąść chciał, zapomniał, że ściana za nim... i bęc.
Bo rozpędził się z bujaniem, uderzył brodą w podłogę.
Skacząc w łóżeczku nosem przywalił w szczebelki.
Zabawką sobie w łeb przyrżnął.
Z wózka wypadł.

czwartek, 28 listopada 2013

33 333

Dzię-ku-je!!
Trzydzieści trzy tysiące trzysta trzydzieści trzy, WOW!


Fajnie, że jesteście, że wchodzicie, czytacie, piszecie. Dzięki!

poniedziałek, 25 listopada 2013

ogarnęło mnie

Od kąd jestem mamą, a w zasadzie od kąd zaszłam w ciąże, wzruszam się ciągle.
Zaczęło się od pozytywnego testu. Pierwsze usg wzruszylo mnie bardzo, ale każde kolejne nie było gorsze. Łaskotki w brzuchu i porządne kopniaki. Reklamy w telewizji. Zakupy. Słowa męża.
Spoko, hormony.
Poród. Pierwszy płacz. Przytulenie. Powrót do domu. Ryczałam jak głupia.
Pierwszy pierd. Pierwsza kupa. Pierwszy sik na odległość.
Pierwsza kąpiel. Utrata kituta pępowiny. Pierwszy uśmiech. Pierwsze trafienie zabawką do buzi. Pierdylion pierwszych razów.

Ale, żeby mnie kurna padający śnieg wzruszał?!
I nie dlatego, że śniegiem jest. Nie dlatego, że zimę wielbię.
Dlatego, ponieważ, albowiem, mój syn pierwszy raz zobaczy śnieg!

Jestę wariatę!

I skill nowościowy, kosi-kosi Oluszko całkiem sam robi, chyba nie muszę pisać jak się wzruszyłam? ;P


EDIT:
25.11.2013 - JEST! Lewa, dolna jedyneczka. Helloo! :)))

środa, 20 listopada 2013

Osiem

8 miesięcy temu, to też była środa :) 

tak w liczbach:
-waga 9400g;
-ciuchy 74/80;
-pieluchy rozm. 4;
-zębów 0

Z nowości:
-siada sam;
-stoi na kolankach, podciąga się za wszystko;
-gaworzy;
-wyciąga do nas rączki, to jest przesłodkie :) 

Raczkowanie ciągle mu nie idzie, choć już jedna ręka wędruje prawidłowo do przodu, druga stoi w miejscu.
Uwielbia zabawę w "akuku!", sam się chowa, nakłada sobie pieluchę/kocyk/cokolwiek na głowę.


poniedziałek, 18 listopada 2013

MAM Bite & Relax Phase 2

Dziś będzie o gryzaku. Gryzak MAM Bite & Relax Phase 2 jak pisze producent, został zaprojektowany specjalnie dla dzieciaków w drugiej fazie ząbkowania, przeznaczony do zębów trzonowych. 

Gryzak dostajemy oczywiście w opakowaniu do przechowywania i sterylizacji (tak jak smoczek o którym pisałam TU). Jak wszystkie produkty firmy MAM nie zawiera BPA.




Wykonany z 2 rodzajów materiałów. Nie za twardy, nie za miękki. Dla urozmaicenia posiada 4 różne struktury powierzchni. Przyjemniaczek ;) 


Można do niego przypiąć najzwyklejszy łańcuszek do smoczka, nie jest to co prawda zbyt wygodne, ale dać się da.

Jak się gryzak sprawdza u nas? Na początku był mega bunt. Młody myślał, że gryzak to smoczek, próbował go ssać po czym wściekły wypluwał i chyba się zniechęcił. Czasami go podgryza, ale szału nie ma.

Zdecydowanie bardziej sprawdza się jako zabawka do małych rączek. Przekładanie z jednej do drugiej, rzucanie, miętolenie. Kształt i wielkość jest idealna.
A u nas sytuacje są różne.. takie (klik) na przykład. Pomyślicie, co ma z tym wspólnego gryzak? Ano za sprawą tego małego przyjemniaczka ciuchy są uratowane. Moje i dziecia. Przy przewijaniu daję go Olkowi do zabawy. Krzywdy sobie nim nie zrobi, nie obsypie się nim tak jak pudrem do pupy, nie dźgnie sobie w policzek jak opakowaniem po kremie, nie włoży sobie za głęboko w gardło.
A rączki zajmuje i nie wędrują tam, gdzie w tym czasie wędrować nie powinny.

piątek, 15 listopada 2013

Z placu boju.

Walczymy dalej.
Przyszłam tylko donieść, że Pulneo to syf.
W akcie desperacji chwyciłam za 'herbatkę' rumiankową. Wiecie, glukoza i 3,2% wyciągu z rumianku.
Normalnie łyżeczkę granulek rozpuszcza się w 100ml wody, ja rozpuściłam łyżeczkę 'herbatki' w odrobinie wody.
...
12 kropli Pulneo, myślę, zje i będzie chciał więcej.
...
Się nie udało.
Te krople to jakiś koszmar.

Olek ma odruch wymiotny po przyłożeniu łyżeczki do ust.

czwartek, 14 listopada 2013

Nie ma nudy!

Mimo uziemienia w domu, Misie wcale się nie nudzą!





środa, 13 listopada 2013

9400* / o niedobrym

Dlaczego te cholerne leki musza być takie niedobre?
Mój syn był do dzisiejszego poranka nazywany przez nas lekomanem. Zjadł wszystko co mu się podało. Jak widział strzykawkę to aż się trząsł z radości, a krople zlizywał ze smakiem z łyżeczki.
Ale bęc. Dzidziuś zachorował (w przychodni ma-sa-kra!).W Małym ciałku już coś zaczynało grać, gardło się zaczerwieniło, katar coraz większy, kaszel jak u starego gruźlika.
I jest antybiotyk, krople też są. Krople tak paskudne, że Olek jak tylko widzi, że zbliżam się z łyżeczką to zaciska usta. Wczoraj jeszcze nieświadomy smaku pięknie otworzył buzię, a dziś... nie chciał zjeść śniadania, myślał chyba, że znów to paskudztwo w niego wcisnę (musiałam, niestety, ale nie przy śniadaniu).
I myślę, co by mu dodać, żeby trochę zabić gorzki smak? Są serio, serio mega ohydne, taką matką jestem, że zawsze muszę wszystko sprawdzić. Jakby był starszy, to bym sposobem na nutellę podziałała, ale tu odpada :P

Cud, że humor dziecko ma wyśmienity.


*waga ciężka ;)


EDIT: pędzę donieść, że zmieszanie kropli z musem owocowym nic nie dało. Tzn. dało... gorzki mus ;p

piątek, 8 listopada 2013

skill

Jeny, ten mój syn ostatnio zasuwa z nowościami, że hej!
Raczkowanie stoi w miejscu, tzn, buja się w miejscu.

Ale..
Wykąpanego, pachnącego, najedzonego odłożyłam do łóżeczka, smok w paszczę, miś w rękę. Sama zasiadłam przed komputerem. Minęło minut 5, może 10, słyszę, że coś szeleści. Mówię synu, śpi się teraz, a nie łóżeczko zwiedza, nie czas na zabawę. Patrzę, a on SIEDZI i miętosi w rękach opakowanie po chusteczkach.
Dobrze, że mąż jakiś czas temu łóżeczko obniżył, bo z siedzenia Olek podciąga się na kolanka i robi radośnie hopsa hopsa. 


Mój mały duży miś.

Szpital domowy

Pełną parą!
Olkowa trzydniówka poszła precz, to zachorowała matka. Osłabienie totalne, gorączki brak, ale ból gardła taki, że Olek za dużo ze mną nie pogadał. Jak w końcu gardło puściło, to katar, gile po pas. Nos zatkany, spać się nie da. Byle tylko młodego nie złapało, bo się pochlastam, lekarka na urlopie, a tu jeszcze długi weekend.
No i chyba sobie w myślach wykrakałam. Młody z gilem i kaszle.
Wczoraj męża wysłałam do apteki z listą i oczywiście musiałam sama się wrócić, bo chłop nie spojrzy, bo nie zna się, bo coś_tam, a farmaceutka za mocne krople do nosa dała.
Oczywiście szanowny_pan_mąż nie słyszy u dziecia żadnego kataru, przesadzam, bo go chcę lekami nafaszerować. durna matka. Jak on ma słyszeć, jak 'zajmuje się' dzieciem 1,5h w ciągu dnia, bo cholera zgodził się robić pieprzone nadgodziny. I się dziwi, że jak Młody tylko widzi mnie ubraną do wyjścia, to alarm włącza, syrena wyje. No ale ja nie o tym.
No więc przyplątało się, nic, żyć trzeba. Ale walczymy. Disnemar, frida, nasivin, depulol i jeszcze mu tran przywalę, a co mu będę żałować, jak faszerować to na całego.

Tyle. Dziękuję za uwagę.
Niech już wtorek będzie.

wtorek, 5 listopada 2013

Baju baj!

W piątek wieczorem Olek był marudny. Zaczął być marudny już u teściów, ale mówimy - zmęczony, tym bardziej, że udało mu się zaliczyć tylko 25 minut drzemki, gdzie normalnie najpewniej byłaby to godzina lub dwie.
W nocy spał wyjątkowo dobrze, ale inaczej. Tulił się jak szalony, najchętniej to by na mnie wlazł. Czułam, że temperatura rośnie. Nad ranem potrzebna była interwencja, "Halo, halo. -Tak, jest pan potrzebny, tu i teraz" zjawił się wyjątkowo szybko, "działaj Pan, syropie" . I tak cały weekend, od 38 do 39,5 stopni, tragedii nie było, ale gorączkowe samopoczucie Olek chyba po tacie odziedziczył. Mężu umiera przy 37. Poza temperaturą wyższą brak innych objawów. Na szczęście Pan syrop świetnie sobie radził, gorączkę zbijał na godzin sześć.
Wczoraj rano jeszcze był lekki stan podgorączkowy, popołudniu dzidziuś jak nowy. Hę?

Wszystko wyjaśniło się dziś rano... *Tam ta da daaammm* witamy Panią wysypkę!

Baju baj trzydniówko! Byłaś pierwszą podejrzaną.

piątek, 1 listopada 2013

pierwszyjedenasty.

Boszz, co za dzień. Od rana w biegu. Mąż ciągle poganiał, że zbierać się mam, dziecku śniadanie, ubierać, maluj się raz dwa, raz dwa. Bieg na cmentarze, bo w tygodniu mężu czasu nie ma, zapracowany bidulek. W weekend ja do szkoły (w Zaduszki kurna, kto wymyślał ten plan?!).
Dziwnie tak bez dziecia pod pachą, ale chyba nie tego tłumu nie wytrzymał, a nam by ręce odpadły od noszenia. Najpierw więc u babci został jednej, później u drugiej. My biegiem przez zatłoczone alejki, w tle dyskusje, bo tamta taka, ten ją zdradził, rozwody, śluby, krzyki, piski, dzieci biegające. Balony(!), cukierki, odpust pełną parą. Futra, norki, tapiry, szpileczki, leginsy, spódniczki ledwo zasłaniające celulitowe poślady.
Uśmieszki, żarciki, dowcipy, zabawa, fun, impreza.

A mi smutno. Od 15 lat we Wszystkich Świętych odwiedzam tatę na cmentarzu. A w zasadzie już do 16 bliżej.
A smutniej, bo teraz jest Olek. I nigdy się nie poznają.

Hejo, Listopadzie!

poniedziałek, 28 października 2013

czwartek, 24 października 2013

skill

Siedzę! Heloooo, siedzę!
Sam nie siada co prawda, ale czasami robi oczy jak kot ze Shreka i pozwalam mu chwilę postukać w piłkę ;) Radość przeogromna.


środa, 23 października 2013

Niedobra.

Na przewijaku leży dziecię moje osobiste. Ubieramy się na spacer. Ubieranie to zło. Wije się, wykręca, obraca na brzuch, na plecy, wyje, fuczy, pluje.
Zza pleców słyszę "Co ta mama Ci robi. Niedobra mama".
I gotuje się we mnie. Proszę, żeby do dziecka mojego tak nie mówić.
Mija kilka dni.
Moja prośba wleciała jednym uchem, a drugim wyleciała.

I za miętka jestem. Bo starsza, bo bliska, bo to, bo tamto.
Muszę poćwiczyć asertywność.

poniedziałek, 21 października 2013

7 i 7 ;)

porównanie być musi!
Trochę się dziecku urosło ;)


niedziela, 20 października 2013

siedem!

miesięcy. Tyle dziś kończy mój mały syneczek.
Siódmy miesiąc przyniósł nam wstęp do raczkowania, czyli bujanie się na czworaka.
Olek pełza też do tyłu, ciągle wyciągamy go spod stolika ;)
Waga pewnie ciut ponad 8500, ciuszki kupuję już rozmiaru 80, pampersy ciągle 4. Zębów brak. Nie siada, nie mówi, nie chodzi, telewizji też nie ogląda*
Łobuzuje. Pokazuje nerwy. Fuczy, a jak się mocno wścieknie to wali głową w podłogę i wyje. Ponoć nerwowość i niecierpliwość ma po mnie. 
Dzisiejszy dzień pełen wrażeń i zapomniałam zrobić fotkę porównawczą. No nic, jutro machnę, ale całkiem bez niczego Was nie zostawię ;)


A dziś, dziś matka była na Guga Kids Design. Tyle cudowności. Nie mogłam wyjść z pustymi rękami, ale o tym może następnym razem ;)


*ostatnio spotkałam znajomą, która zrobiła wielkie oczy, jak dowiedziała się, że Olek nie siedzi i nie mówi "mama", bo siedmiomiesięczne dziecko to już chyba chodzić powinno ;)

piątek, 18 października 2013

A co jest w Twojej?

Pomysł mi się spodobał, więc pokazuję co u mnie można znaleźć :)


Do kalendarza ostatnio dołączył prezent od KaroDeco, czyli notes. Długopisów, wiecznie szukam w całym mieszkaniu, już wiem gdzie się schowały.
Zawsze musi być portfel, chyba, że pustką świeci (wtedy mężowy się sprawdza).
Eko torba CzuCzu, już się zadomowiła. Żel do rąk idealny po wizycie w lumpeksie.
Carmex co cuda działa. Nawet cukier z McDonalda się znalazł. Pendrive. Gryzak. Dekielek od obiektywu? byłam pewna, że został w szkole po ostatnich zajęciach.
Woreczki na psie kupy, bo kupy się sprząta moi drodzy.
Pieluchy, chusteczki, czyli to, co być powinno gdzie indziej. Olkowy hit, czyli gryzaki na kółku, jak się nimi kręci, to patrzy jak zaczarowany. Smoczek awaryjny.
I rzecz niezbędna, żołądź!
Na dłuższe/dalsze wycieczki zabieramy jeszcze ciuszki na zmianę. Zabawki się wymieniają, bo inaczej nuda.
Zaś jak wychodzę sama, to ograniczam się do małej listonoszki, w której miejsce jest tylko na portfel, torbę czuczu i klucze. 
Telefonu nie ma, ciągle go zapominam i wszyscy mają pretensje, że dzwonić można do mnie pół dnia. 

U nas (jeny, jakie nas, jakie NAS? to MOJA torba przecież) tyle, pokażcie co u Was! :)

poniedziałek, 14 października 2013

Lubię

taką jesień.
Lubię, bo od jesieni już blisko do zimy.







A w bonusie, matka z synem

sobota, 12 października 2013

Się je!

Rrrraanyy, rośnie mi mały głodomór! Oluszko zje wszystko, co mu się pod nos podsunie, cieszy mnie to niezmiernie, mam nadzieję, że nie będzie wybredny jak tatuś :P

Miało być BLW i w sumie trochę jest. Ostatnio zaczęłam sama młodemu gotować, czy to w wodzie, czy na parze (mniam!). Część posiłku dostaje do rozgniecenia/wymemłania/walnięcia_na_podłogę (jak dobrze mieć psa, który z prędkością światła zjada rozwalonego na podłodze brokuła), a część zjada w postaci grudkowatej papki.
Ołmajgad, ile radości mi to pichcenie sprawia! Normalnie mnie skręca jak muszę obiad ugotować, stanie przy garach nie dla mnie, ale jak obok siedzi mały bąbel, który na widok miseczki pokrzykuje i wymachuje rękami poganiając matkę, a później zjada to co przygotowałam z prędkością światła, to TAK MI SIĘ CHCE! :D

Ostatnio królował brokuł, a dziś proszę państwa, Sz. P. Królewicz zajadał się, jak to mówię, barszczykiem z ziemniaczkiem i jajem. A taką miał przy tym minę

.

skaczemy

z adresu na adres. Mam nadzieję, że mi wybaczycie zamieszanie.
Blog robalove zniknął. Musiał.
Wracamy tutaj, na stare śmiecie, obiecuję, że to już ostatnie przenosiny.

Edit:
Widzę, że sporo osób dostało mejla z Feedspot. Może faktycznie jest tak, jak pisze Odmieniona?
Powiem szczerze, że się przestraszyłam, usunęłam robalove . Może za szybko, może niepotrzebnie?
Nie ważne, wróciliśmy tutaj, znów. Mam nadzieję, że to Was do nas nie zrazi, takie ciągłe przenosiny, obiecuję, że to już ostatni raz.

wtorek, 8 października 2013

skill

Tamtadadaaa! *fanfary*


Jest zabawa, radość wielka przy tym. I bujanie w przód i w tył. 
No i Olek odzyskał głos. Znów gada i piszczy jak nakręcony :) 

I to jest setny post na naszym słit blogasku! 

sobota, 5 października 2013

takasobotazamartwiająca.

Ech, martwię się.
Olek przystopował z 'gadaniem'. Zawsze dużo głużył, śmiejemy się z mężem, że gadulstwo ma po mnie, a teraz jakby ucichł. Jakieś pojedyncze buczenie mu się wyrywa.
I oczywiście pierwsza myśl, szczepienie... tydzień temu był szczepiony trzecią dawką 5w1. Tylko ciężko mi stwierdzić, kiedy ucichł. Dziś w końcu mówię Arkowi, że wydaje mi się, że mniej gada. Mąż też zauważył, ale stwierdził, że za to rozwija się ruchowo. Poza tym, znowu wyłażące zęby się odezwały. Noce koszmarne, popołudnia ostatnio też.
Pokasłuje lekko, ale jestem prawie pewna, że to znów od nadmiaru śliny. Produkuje jej takie ilości, że zaczęliśmy używać w końcu bawełnianych śliniaków, bo przebierać trzeba było brzdąca 5 razy dziennie. Łapie się też za ucho, ale nie miętosi go jakoś bardzo (ostatnio też odkrył, że ma siusiaka, dla niego jednak nie jest już taki łaskawy :P), ot, coś tam mu z boku głowy odstaje.
Śmiać się na głos nie przestał, przez marudność jednak się trzeba przebić, wykazać pomysłowością, ale śmieje się pięknie.

Mam nadzieję, że to tylko chwilowe. Że nie po szczepieniu. Że to te cholerne zęby, albo, że to etap przejściowy z głużenia na gaworzenie. W poniedziałek się chyba wybierzemy na spacer do przychodni (tym bardziej, że na basen chcemy się wybrać, zdrów musi być).

Ech, no, dzień bez zamartwiania dniem straconym.

czwartek, 3 października 2013

03/10/13

Olek Klepacz.. pewnie znacie. My mamy takiego małego klepacza w domu.
Etap pisków na szczęście minął, mam nadzieję, że nie chwilowo. Teraz trendi_dżezi_kul jest klepanie.
Klepać można wszystko. Mamę po głowię na przykład. W podłogę można klepać. Po kolanie można się klepać. Ścianę też się fajnie klepie. Po twarzy można klepać wszystkich, najlepiej z rana, jak jeszcze śpią. Zabawki, które po naciśnięciu grają klepać trzeba razy 300, a tak, żeby żadna melodyjka nie miała okazji się skończyć. Tatę po brzuchu klepie się wyśmienicie, a jeszcze lepiej jak Tata sam się klepie... tłuszcz faluje, dzieć się śmieje. Dzień bez klepania dniem straconym.

Kurczę, za niedługo zacznie laski po tyłkach klepać oO. 

niedziela, 29 września 2013

29/09/13

Mamy spokój, na kilka miesięcy tylko, ale uff.
Byłam w piątek z Olem na szczepieniu, kolejne dopiero za pół roku.

Szczepienie i wyłażące zęby, których jeszcze nie widać... połączenie idealne.
Nocki masakryczne.
Olek zrezygnował z późno popołudniowej drzemki, więc kąpiemy go o 19 i po karmieniu zasypia w 3 minuty. Za to budzi się o 12-1, trzaska mnie po twarzy, ciągnie za włosy, cyca 30 razy, wyje, kopie. Zasypia i budzi się koło 4 i znów to samo. Czekam tylko, aż dostanę tak, że będę miała piękne limo pod okiem. Cóż, na męża zwalę, wszak nikt mi nie uwierzy, że to półroczny dzieciak mnie bije. I sutki błagają o chwilę przerwy, czuję się jak na początku przygody z kp.

Poza tym zima idzie, uwielbiam zimę, śnieg, święta, światełka choinkowe.
Ale nie wyobrażam sobie spacerów, a raczej ubierania przed spacerem... już mamy mały przedsmak, sweterki, kurtki, czapki, kominki. Dzieć w szoku, pierwszy raz w grubszej kurtce i nie ruszał się cały spacer :P


środa, 25 września 2013

Co nam przyniósł...

początek 7 miesiąca?

Do tej pory przewroty były tylko plecy->brzuch, a teraz już da się i w drugą stronę, na totalnym luzaku, bez spiny, bez wściekania i buczenia się da :) Tzn. Matko, zapomnij o zostawieniu dziecia na 3 sekundy w łóżku, za 2 najpewniej będzie już pod łóżkiem.

No i na wyższy level wskoczyło również podnoszenie się. Zaczęło się od tyłka, z głową w materacu. Teraz Olek opiera się na łokciach i kolankach, a jak się wścieknie, to nawet na prostych nogach. A głową się odpycha i posuwa się do przodu. Akrobata.

I ciągle ma mokre skarpetki.
I piszczenie osiągnęło już chyba apogeum.
I śmieje się głośno.


wtorek, 24 września 2013

smoczek MAM Perfect

Do testów dostaliśmy smoczek MAM Perfect w rozmiarze 6+ (dostępne są również 0-6 oraz 16+).

Co o smoczku pisze producent?
Smoczek MAM Perfect to nowoczesny produkt, który powstał z zastosowaniem najnowocześniejszych technologii, spełniający najwyższe wymagania. Innowacja: dzięki zastosowaniu Dento-Flex® szyjka smoczka jest o 60% cieńsza i 4 razy bardziej miękka* niż w innych smoczkach – potwierdzają to badania kliniczne i testy naukowe. W ten sposób smoczek może zapobiegać nieprawidłowemu ułożeniu zębów. Ten wysokiej jakości smoczek powstał we współpracy MAM z zespołem składającym się z międzynarodowych ekspertów, takich jak ortodonci, dentyści dziecięcy i projektanci (więcej o ekspertach medycznych MAM tutaj).
Oprócz tego, że zapewnia rodzicom i dzieciom dodatkowe bezpieczeństwo i komfort, smoczek ma także modny wygląd.
*Uśrednione wartości: o 36 -76% cieńszy/ 2-8 raza bardziej miękki niż zwykłe smoczki silikonowe

Co o smoku napiszemy my?
Po pierwsze, wygląd! Jest cudowny. Dostaliśmy smoczek w koniki morskie, strasznie się ucieszyłam, bo akurat ten podoba mi się najbardziej. Szkoda, że tak mało tych wzorów.
Posiada dziurkowaną tarczkę, co przy wiecznie obślinionym dziecku jest strzałem w dychę. Dodatkowo tarcza jest odpowiednio wyprofilowana. Zawsze mamy problem ze smoczkami, bo brzydko odciskają się na buźce, tu się tak nie dzieje, ale pewnie dużo zależy od budowy dziecięcego pyszczka, u Olka MAM Perfect nie zostawia 'odcisków' ;)
Smoczek, jak wszystkie produkty MAM, zrobiony jest z materiałów wolnych od Bisfenolu A (BPA).


Kolejny plus? a proszę bardzo! Pudełko, które może służyć do przechowywania smoczka, oraz do sterylizacji w mikrofalówce. Sprytne rozwiązanie ;)


Sama 'guma' również ma fajny kształt. Olek najbardziej lubi smoczki, które można wsadzić do dziuba do góry nogami i nic to nie zmienia. Co było dla mnie dziwne? szorstka końcówka, ale Olek nic na ten temat nie mówi, więc pewnie jest ok ;)


Ale oczywiście nie od razu go polubił. Młody ma swoje ulubione smoczki, a każda próba zmiany na inne kończyła się porażką. Początkowo i MAM Perfect został wypluty, były kwaśne miny, odruchy wymiotne, ale po kilku podejściach został zaakceptowany. Kształt ma bardzo podobny do Olkowych ulubieńców, choć szyjka faktycznie jest dużo cieńsza.


Bałam się również, że brak uchwytu będzie bardzo przeszkadzał. Ale tu są i plusy i minusy. Plus jest taki, że jak Młody śpi, to nic mu nie wadzi. Nie ma też problemu z wkładaniem/wyjmowaniem z buzi, co pokazują poniższe zdjęcia ;). Minus? Nie pasują do niego standardowe łańcuszki do smoczków.


Tylko cena jest jak dla mnie zdecydowanie za wysoka (no, i mógłby w ciemności świecić :D)




niedziela, 22 września 2013

21, zapisać w kalendarzu

Przeżyłam!
Przeżyłam pierwsze długie rozstanie z dzidziusiem. Szkoła się zaczęła, toteż weekendy częściej będą zajęte.
W piątek wyłam jak głupia, w sobotę przy wyjściu z domu się trochę zawahałam (młody ryczał).
Największym problemem było to, że mleka w zamrażarce tyle, co kot napłakał. Że w szkole w toaletach klamki się urywają i nie mam najmniejszej ochoty tam sobie ulżyć w cyckowych cierpieniach.
Bałam się, jak mąż sobie da radę, bo do tej pory chłopaky zostawali sami na max 3h.

DALIŚMY RADĘ. Z cyckamy nie było tak źle, ale musiałam biec z busa do domu, bo czułam, że jeszcze sekunda i będę mokra. Dzieć cały i zdrów, najedzony, szczęśliwy, tatuś takoż. Dumna jestem. Z siebie i chłopaków, że tak fajnie sobie poradzili.

Ale dziwnie tak, tyle godzin bez bąbla przy boku. Tęskniłam baaardzo.
Notuję w kalendarzu "matka wyszła do ludzi, daliśmy radę, było tęskno".


Pozdrosy i całusy! Jutro nadrabiam!

piątek, 20 września 2013

Półroczniak!

Rany rany, mamy w domu półroczniaka! PÓŁ-ROCZ-NIA-KA!!


Półroczniak waży sporo. Potrafi włożyć sobie stopę do buzi, oraz złapać się równocześnie za obie. 
Piszczy głośno i najchętniej robiłoby to ciągle. 
Spróbował już marchewkę, ziemniaka, jabłko, banana, szpinak i dyńkę. Wszystko mu smakuje, ale nie ma co, najlepsze jest mamine mleko ;)
Fajny z niego gość.


W żartach wczoraj powiedziałam mężowi, że pół roku to już poważny wiek i trzeba zrobić imprezę z połową tortu i takie tam. Mężu dzisiaj tort przytargał. Wariat :P

Za to jutro, jutro będę ryczeć... ale o tym następnym razem, jeśli cudem przeżyję weekend i nie zapłacze się na śmierć. 

środa, 18 września 2013

Zły dzień, zły.

Dzień dopiero się zaczął, a ja już mam ochotę wyskoczyć przez okno.

Olek postanowił się obudzić wypoczęty o 4 nad ranem. Oczywiście musiał to ogłosić wszystkim sąsiadom swoimi piskami, nie wiem jak to możliwe, że ta mała glizda potrafi TAK piszczeć.
Zasnął chwilę po 5, ale o 6 obudził się zasikany po pachy, oczywiście obudził mnie bardzo drastycznie ciągnąc za włosy. Zasnął przed 7, a o 7 panowie wymieniający dach zaczęli nam wiercić nad głową (ostatnie piętro, błogo). Jakoś zasnęliśmy i nas obudzili o 8... myślałam, że to wojna, ściany się trzęsły. Olek rozryczał się tak, że mu tchu brakowało i nie mogłam go długo uspokoić.
Ale okej, włączyliśmy DDTVN i cieszyliśmy się kilkoma minutami przerwy od wiercenia. Młody głodny, chciałam mu dziś dynię wprowadzić. Ucieszył się jak tylko miseczkę zobaczył, ale oczywiście za mocno podgrzałam i się rozryczał, bo on nie będzie czekał. Jak już dostał tą cholerną dynię, to się rozryczał, bo to jednak nie to co chciał. Dostał cycka i uszczypnął mnie tak, że gwiazdki zobaczyłam.. moje dziecko uwielbia sobie ugniatać, kocha to. Po całej nocy ugniatania, tak mnie bolą, że mam ochotę mu butle zrobić, a najlepiej pięć od razu, żeby zatkał choć na chwilę dziób.

Głowa mi zaraz pęknie, piski na zmianę z wierceniem. Jak Młody już zamyka oczy do snu to zaczynają wiercić, on płacze, przestają wiercić, uspokaja się, zaczynają wiercić, ryczy, cisza, zasypia, stukają....
chyba się zamknę w szafie do czasu aż mąż wróci z pracy.

No i oczywiście zarzygał tą pieprzoną dynią ostatnie czyste body z długim rękawem. Wszystko jest wyprane i od 2 dni próbuje wyschnąć.

Dziękuję za uwagę.

poniedziałek, 16 września 2013

MAM paczkę

A co to? A kto to? Puk Puk?



 A w paczce same cuda!
                             


test organoleptyczny

Dziękujemy MAM za paczuszkę i bierzemy się za porządne testy!