poniedziałek, 26 listopada 2012

Doszliśmy do..

... porozumienia z mężem. Wybraliśmy imię*. 
Jakoś z głupia zaczęłam ględzić do brzucha Lolek, Lolek, Olek. Mąż zarządził, że będzie Aleksander.
Brzmi dumnie, pasuje do naszego krótkiego nazwiska, fajnie się zdrabnia... można mówić Olek, Alek, Aleks (ble) albo Olo. Więc wstępnie zostawiamy Olka, a jak Młody się urodzi to się zweryfikuje czy pasuje :)

A tymczasem zagracona jestem znów.
Jeden remont się skończył (ale ponoć łazienka najgorsza), a wczoraj teść zadzwonił, żebyśmy przyjechali do sklepu wybrać sobie podłogę i drzwi, bo jutro zaczyna u nas remont sypialni. Stwierdzili, że teraz jest dobry moment, póki jestem jeszcze w miarę 'ruchoma' i brzuch nie wadzi, a później jak Bąbel się urodzi to nie będzie chęci na remonty, więc oni nam 'pożyczą' i teść się zabiera do roboty. Machnęłam ręką, podłoga wybrana, drzwi są (ta, brakuje jednej ościeżnicy, może być za 6tyg, a potrzebna jest na już), kolor ścian do ustalenia.

Mam się nie denerwować i ABSOLUTNIE nic nie dźwigać. Głupiego krzesła nie mogę podnieść, bo jest alarm. Muszę zrzucić na męża, że to on ściągnął firankę i rolety, jak się wyda to znów będzie kazanie.
Skaczą koło mnie jak koło jajka, wcale mi się to nie podoba.

*w mojej głowie to się jeszcze pewnie 300 razy zmieni. Ciągle się gryzę, czy jednak nie Olaf, a może Oleg? 



czwartek, 22 listopada 2012

"Na prezent?"

Oglądam butelki, smoki i inne pierdoły. Przychodzi Pani sprzedająca, może pomoże, dziwnie na mnie patrzy. Pytam, która butelka lepsza, bo dla mnie to czarna magia. Czym się różni ta od tej drugiej.
"Jak na prezent to...", jaki kurna prezent?!

Stoję w tescowej kasie, jedna rzecz w koszyku, kolejka na sto osób. Tuptam z nogi na nogę, bujam się na boki, a myślach powtarzam 'nie zesikaj się, nie zesikaj, jeszcze chwila'. No alee, przecież nie wyskoczę z "Przepraszam, mogłaby Pani/Pan mnie przepuścić, jestem w ciąży, źle się czuję, mam tylko jedną rzecz w koszyku", już widzę te spojrzenia, co ja wymyślam, jaka ciąża, chyba spożywcza... (ostatnio pochwaliłam się koleżance, było "ojacie, myślałam, że przytyłaś") Ostatecznie odkładam rzecz na miejsce i tyle z moich zakupów.

Napiszę list do św. Mikołaja.
Poproszę brzuch, nie za duży, ale ciążowy. I duże sanki, coby mąż mógł mnie z tym brzuchem ciągnąć za sobą.




piątek, 16 listopada 2012

Wkurza mnie...

... że odkąd potwierdziło się co w brzuchu siedzi, ciągle wszyscy pytają "Jak będzie miał na imię?".

Przeglądaliśmy z mężem kalendarz, jak coś podoba się mi, to jemu nie.
Przewalałam kartki, a w pewnym momencie palnęłam, że miała być Jagoda, a jest chłopak, rozkleiłam się jak głupia i długo nie mogłam uspokoić. Poszłam pod prysznic, rozryczałam się jeszcze bardziej nad swoją durnotą i szeptałam do brzucha, że przepraszam, że wcale tak nie myślę.  Będziemy mieć wymarzonego syna, najważniejsze, żeby zdrowo rósł, imię się znajdzie. Mamy czas.

Koniec marudzenia.
Upolowaliśmy ostatnio w Biedronce ręczniki kąpielowe. Były przecenione na 12zł. Mężu zarządził, że bierzemy dwa, bo były ostatnie i tak znak, że czekały na nas :D
Kaczucha nas rozczula

Zaczynam też przeglądać allegro (tia, przeglądać, wczoraj kupiłam cienki, misiowy kombinezon, nie mogłam się oprzeć). Chcę kupić większość rzeczy u jednego sprzedawcy, żeby trochę przyoszczędzić na przesyłkach, więc jak macie jakichś sprawdzonych, którzy mają duży wybór to chętnie przygarnę linki ;) 

A! Mężny zarobił wczoraj pierwszego kopniaka od syna, prze szczęśliwy był! 

A teraz spadam, bo jak zwykle wszystko zostawiam na ostatnią chwilę, a czeka mnie weekend w szkole, więc muszę nadrukować 2 referaty. Jest piątek...miałam na to 2 tygodnie. Mhm.

Miłego weekendu! 


czwartek, 15 listopada 2012

Połóweczka...

Rany, jak ten czas zasuwa.

Na poniedziałkowej wizycie Pani doktor mnie trochę uspokoiła. W 'środku' wszystko wygląda super, szyjka prawidłowa, zamknięta, nie skraca się. W macicy wszystko gra i bryka. Ilość wód prawidłowa, łożysko prawidłowe.
Bóle brzucha mogą być, nikt nie mówił, że będzie pięknie. Widzimy się za 4tyg. jakby się coś działo to mam dzwonić. Amen.

Z ciążowych wieści.
Kilogramów na plusie brak, a w zasadzie to od wagi początkowej jestem na minusie -1,6kg (początkowo schudłam 6kg!). Centymetrów w brzuchu troszkę przybyło. Apetyt wrócił ze zdwojoną siłą, szkoda tylko, że razem z nim przyszła ochota na zupki błyskawiczne.
Młody (kiedy ja się przyzwyczaję?) bryka jak szalony, aktualnie upodobał sobie skakanie po pęcherzu.
Długie spacery mnie wykańczają, ciągnie mnie w pachwinach, strzyka w boku, kręgosłup wysiada, ciekawe co będzie później, jak już na tym etapie tak marudzę.
Wyprawka się szykuję. Ciągle przeglądam allegro. Chyba napiszę długi list do św. Mikołaja ;/

Od wczoraj główkujemy z mężnym nad imieniem. Rany, chyba nigdy się nie dogadamy.
Uparł się na Franka, Franciszka, Franusia. Mnie się podoba, ale wydaje mi się, że ostatnio jakiś wysyp Franków. Następne... Leon i tu jw. Mnie się podoba Tadeusz, ale mężu nie chce o tym nawet słyszeć.
Zgadzamy się tylko przy imionach Aleksander, Olaf i Bruno, ale nie czuję jakiegoś wielkiego 'łooooł'.

Będzie ciężko.

Ach, no i dziękujemy za wszystkie gratulacje!!! 

środa, 14 listopada 2012

It's a BOY!!




Będziemy mieć SYNA! 




Muszę z lekka ochłonąć. W zasadzie jeszcze na długo przed zajściem w ciąże rozmawialiśmy z mężem, że jak dziecko, to tylko syn. Początek ciąży, w mojej głowie nadal tylko chłopak. Ale stop, kurka, jak będzie córka to przecież też będę najszczęśliwsza na świecie, ważne, żeby zdrowe było i piękne! 
Jakoś zaczęłam myśleć o lokatorze jak o córce, mówiłam do brzucha 'Jagódko', a tu BĘC! Chłopak, bez cienia wątpliwości (i waży ok. 347g)
Śliczny będzie, mamusiny i będzie takim super facetem jak jego tata :) 


piątek, 9 listopada 2012

19t5d

Ech. Fatalna noc, dzień nie lepszy.
Chyba kolka jelitowa się do mnie przyplątała. W nocy budziłam się z płaczem, każdy ruch to ból. No-spa nie dała rady. Ostatecznie zasnęłam nad ranem, a po 9 ledwo się zwlekłam do ubikacji.
Odkładam wizytę w szpitalu, boję się go panicznie. Póki Młode się rusza i brzuch się nie spina, to jakoś sobie poradzę. Byle dotrwać do poniedziałkowej wizyty u gin.
Mężu krzyczy, że do lekarza mam się ubierać, ściemniam, że już przechodzi. Jest nieco lepiej niż w nocy, ale nadal wychodzi mi tylko leżenie bez ruchu.
Zaparzyłam miętę, mam nadzieję, że uda mi się przełknąć choć jeden kubek.

Leżakowania ciąg dalszy. Obiecuję, że jak do jutra nie przejdzie to jadę do lekarza. Mhm.

niedziela, 4 listopada 2012

19t0d

Witam się w ten niedzielny poranek. Głód mnie zbudził o 7 i miejsca sobie nie mogę znaleźć od tej pory, więc zasiadłam z ciepłą herbatką i staram się coś nastukać.

Ciążowych wieści garść. 19t0d. Dzieć szaleje. Jak na razie kilogramów na plusie 0. Czuję się super, poza permanentnym bólem głowy i łapiącymi czasami bólami brzucha. Rozciągam się na całego.
W dodatku nie wiem czy to to, ale jak to się mówi 'brzuch się stawia', to chyba niedobrze ;/
Na szczęście wizyta już w poniedziałek 12, a 14 zasuwamy z mężem na połówkowe. Muszę chyba spisać wszystkie pytania na kartce, bo ostatnio mój mózg ma problem z zapamiętywaniem.
Zapisałam się też na zajęcia z edukacji okołoporodowej i już się nie mogę doczekać pierwszego spotkania.

Poza tym, odwiedziłam wczoraj kuzynkę. Ponoć wyglądam 'na chłopaka' cokolwiek to znaczy :D
Przywlekłam 3 siaty ciuszków, w poniedziałek czeka mnie wstępna selekcja, bo nie wszystko się nadaje.
Sprawa wózka się tymczasowo rozwiązała, bo wózek też przytargałam. Wielka, brzydka krowa. Ale po Waszych radach i przetrzepaniu wózkowego forum doszłam do wniosku, że nie będziemy inwestować w żadne wynalazki 2w1, przygarniemy to co dają, a na zimę zaopatrzymy się w wypasioną, terenową spacerówkę :)) Niestety, dziś czeka mnie szorowanie tej krowy. Co się dało to wrzuciłam do pralki, ale budka i siedzisko jest przytwierdzone nitami do ramy, więc muszę wymyślić inny sposób. Szkoda, że z naszej łazienki po remoncie zrobiła się klitka, bo tak bym dziada wrzuciła do wanny i porządnie wyszorowała.

Z mniej przyjemnych rzeczy, czeka mnie kilka wizyt u dentysty. Miałam wyleczyć wszystko przed ciążą, ale jakoś nie wyszło. Później mdłości nie pozwalały, a teraz jestem nieco przeziębiona, więc wizyta chyba zostanie odroczona na przyszły tydzień.
Czy to prawda, że w III trymestrze znieczulenie jest zakazane?