poniedziałek, 13 sierpnia 2012

13

Uff, pierwsze pobieranie krwi za mną. Ile nerwów mnie to kosztowało, ile koszmarów w nocy, głowa mała.
Przez tyle lat nie miałam nigdy pobieranej krwi, ale jak mus to mus. Mężu już nie mógł słuchać mojego ględzenia, umierania, płaczu, ale dzielnie wspierał i mówił, że nawet nie poczuję. Oczywiście był ryk, jak można nie poczuć jak mi coś w żyłę będą wbijać, krew spuszczać, na pewno zemdleje/umrę :P
No ale poszłam'dzielnie', powiedziałam Pani, że ja pierwszy raz, położyłam się na kozetce i... nawet nie zauważyłam kiedy to się stało! :D
Czekają mnie częste wizyty w przychodni, ale pierwszy strach już za mną i teraz będzie lepiej ;)


Od jakiegoś czasu czuję, że jestem w ciąży. Wstaję pełna sił tylko po to, żeby w południe znów położyć się spać. Mdłości nie dają spokoju, o dziwo, nie poranne, ale popołudniowe co mnie najbardziej denerwuje. Banany mogłabym jeść tonami, w poprzednim wcieleniu chyba byłam małpą, mam nadzieję, że nasz Bąbel jednak będzie człowiekiem :D

W poniedziałek następna wizyta, nie mogę się doczekać. Mężu chce się wybrać ze mną :))



1 komentarz:

  1. ha ha! też tak miałam: banany rządziły od początku:) miłość skończyła się w zeszłym tygodniu, bo jakoś tak niefortunnie się złożyło, że mnie ze trzy razy wzięło akurat po zjedzeniu na wymioty.

    OdpowiedzUsuń