poniedziałek, 31 grudnia 2012

31 XII 2012

Ach, 2012 był piękny.
Kupiliśmy mieszkanie, wzięliśmy ślub, zmajstrowaliśmy dziecko, mąż stracił pracę, dostał pracę. Nie pojechaliśmy na wakacje, ale za to zagracone mieszkanie w końcu jakoś wygląda. Przeżyłam kolejny koniec świata ;))

Z ciążowych wieści. Długo nie tyłam, aż w końcu przez 3tyg. dowaliłam 4kg. Ważę więc 95kg, mogę startować w zawodach sumo. Walczę z anemią. Z dzieciem dobrze, leży sobie głową w dół, ciśnie mi nią na pęcherz, a nogami masakruje wątrobę.
A tak poza tym, wcale nie jest fajnie. Chwilowo nie mam chęci na nic. Ciąża mnie wykańcza, nie jest cudownie, nie cieszy mnie kompletowanie wyprawki, a małe skarpeteczki już nie rozczulają. Mam nadzieję, że niedługo wszystko minie, a jak młody wyskoczy w marcu to zacznę go kochać najmocniej na świecie.





No i oczywiście chciałam Wam życzyć szczęśliwego nowego roku! Oby był lepszy od poprzedniego! :) 




piątek, 21 grudnia 2012

100dni

No i mamy 'studniówkę', 180 dni za nami. Ani się obejrzymy, a Młody będzie z nami. I serio, nie mogę się doczekać porodu... chciałabym już, chciałabym go już utulić i wycałować, ale oczywiście niech siedzi w ciepłym brzuchu tyle ile trzeba ;)




A tymczasem wypadałoby ogarnąć mieszkanko przed końcem świata, bo wstyd normalnie :P

wtorek, 4 grudnia 2012

Tytułu brak.

Rany, wytrzymałam z teściem tydzień i jeden dzień... jeszcze drugie tyle, chociaż obydwoje mamy nadzieję, że skończy się szybciej. Teść się baaardzo stara żeby mnie nie wkurzyć :P
Na szczęście zostało 'tylko' dokończyć podłogę w sypialni, wymienić drzwi do kuchni i salonu, a na koniec jeszcze położyć podłogę w przedpokoju. A, no i posprzątać oczywiście, ehh.

Z przyjemniejszych rzeczy, wparowałam ostatnio do tesco zaopatrzona w bon -25zł. Jaka byłam ucieszona, że można było go wykorzystać nawet na dziecięce ciuszki, które dodatkowo WSZYSTKIE były przecenione o 30%. Przytargałam o... dreesyyy, dżiny i koszulky. Wydaje mi się, że tescowe rozmiary są trochę dziwne, to 62 (0-3m) trochę chyba wielkie mają, no ale dzieć przecież kiedyś urośnie.

A ostatnio zakupiłam jeszcze po okazyjnych cenach (serio, te spodenki na allegro kosztują 14zł, a w pepco zapłaciłam 4,99): 
 Moja mama się śmieje, że wpadłam w zakupowy szał, ale ona nie jest lepsza. Ostatnio w dziecięcym lumpeksie wypatrzyła o:

A teraz czas trochę ciuszkowo przystopować i zająć się innymi pierdołami, a jest ich cała lista.
Mam plan mieć wszystko gotowe na początku marca, tia, od kiedy ja tak zorganizowana jestem

Dzieć, w sensie Olek (nie żaden Alek, wpienia mnie jak mąż tak mówi) ma się dobrze. Cały dzień zbiera siły, żeby o 23 dać matce popalić. 
W poniedziałek idziemy na podglądanie, ale wcześniej jeszcze mnie czeka wypicie glukozy, ciekawe czy moje żyły to przeżyją. 

A teraz hit. Ubierałam się do wyjścia, mąż patrzy na mnie, uśmiecha się, mówi jaki ładny brzuszek ojojoj tititit okrąglinek, po czym z poważną miną mówi "Myślałem, że w ciąży będziesz OGROMNA, a Ty w sumie taka normalna zostałaś, tylko brzuch ci urósł" ;p


poniedziałek, 26 listopada 2012

Doszliśmy do..

... porozumienia z mężem. Wybraliśmy imię*. 
Jakoś z głupia zaczęłam ględzić do brzucha Lolek, Lolek, Olek. Mąż zarządził, że będzie Aleksander.
Brzmi dumnie, pasuje do naszego krótkiego nazwiska, fajnie się zdrabnia... można mówić Olek, Alek, Aleks (ble) albo Olo. Więc wstępnie zostawiamy Olka, a jak Młody się urodzi to się zweryfikuje czy pasuje :)

A tymczasem zagracona jestem znów.
Jeden remont się skończył (ale ponoć łazienka najgorsza), a wczoraj teść zadzwonił, żebyśmy przyjechali do sklepu wybrać sobie podłogę i drzwi, bo jutro zaczyna u nas remont sypialni. Stwierdzili, że teraz jest dobry moment, póki jestem jeszcze w miarę 'ruchoma' i brzuch nie wadzi, a później jak Bąbel się urodzi to nie będzie chęci na remonty, więc oni nam 'pożyczą' i teść się zabiera do roboty. Machnęłam ręką, podłoga wybrana, drzwi są (ta, brakuje jednej ościeżnicy, może być za 6tyg, a potrzebna jest na już), kolor ścian do ustalenia.

Mam się nie denerwować i ABSOLUTNIE nic nie dźwigać. Głupiego krzesła nie mogę podnieść, bo jest alarm. Muszę zrzucić na męża, że to on ściągnął firankę i rolety, jak się wyda to znów będzie kazanie.
Skaczą koło mnie jak koło jajka, wcale mi się to nie podoba.

*w mojej głowie to się jeszcze pewnie 300 razy zmieni. Ciągle się gryzę, czy jednak nie Olaf, a może Oleg? 



czwartek, 22 listopada 2012

"Na prezent?"

Oglądam butelki, smoki i inne pierdoły. Przychodzi Pani sprzedająca, może pomoże, dziwnie na mnie patrzy. Pytam, która butelka lepsza, bo dla mnie to czarna magia. Czym się różni ta od tej drugiej.
"Jak na prezent to...", jaki kurna prezent?!

Stoję w tescowej kasie, jedna rzecz w koszyku, kolejka na sto osób. Tuptam z nogi na nogę, bujam się na boki, a myślach powtarzam 'nie zesikaj się, nie zesikaj, jeszcze chwila'. No alee, przecież nie wyskoczę z "Przepraszam, mogłaby Pani/Pan mnie przepuścić, jestem w ciąży, źle się czuję, mam tylko jedną rzecz w koszyku", już widzę te spojrzenia, co ja wymyślam, jaka ciąża, chyba spożywcza... (ostatnio pochwaliłam się koleżance, było "ojacie, myślałam, że przytyłaś") Ostatecznie odkładam rzecz na miejsce i tyle z moich zakupów.

Napiszę list do św. Mikołaja.
Poproszę brzuch, nie za duży, ale ciążowy. I duże sanki, coby mąż mógł mnie z tym brzuchem ciągnąć za sobą.




piątek, 16 listopada 2012

Wkurza mnie...

... że odkąd potwierdziło się co w brzuchu siedzi, ciągle wszyscy pytają "Jak będzie miał na imię?".

Przeglądaliśmy z mężem kalendarz, jak coś podoba się mi, to jemu nie.
Przewalałam kartki, a w pewnym momencie palnęłam, że miała być Jagoda, a jest chłopak, rozkleiłam się jak głupia i długo nie mogłam uspokoić. Poszłam pod prysznic, rozryczałam się jeszcze bardziej nad swoją durnotą i szeptałam do brzucha, że przepraszam, że wcale tak nie myślę.  Będziemy mieć wymarzonego syna, najważniejsze, żeby zdrowo rósł, imię się znajdzie. Mamy czas.

Koniec marudzenia.
Upolowaliśmy ostatnio w Biedronce ręczniki kąpielowe. Były przecenione na 12zł. Mężu zarządził, że bierzemy dwa, bo były ostatnie i tak znak, że czekały na nas :D
Kaczucha nas rozczula

Zaczynam też przeglądać allegro (tia, przeglądać, wczoraj kupiłam cienki, misiowy kombinezon, nie mogłam się oprzeć). Chcę kupić większość rzeczy u jednego sprzedawcy, żeby trochę przyoszczędzić na przesyłkach, więc jak macie jakichś sprawdzonych, którzy mają duży wybór to chętnie przygarnę linki ;) 

A! Mężny zarobił wczoraj pierwszego kopniaka od syna, prze szczęśliwy był! 

A teraz spadam, bo jak zwykle wszystko zostawiam na ostatnią chwilę, a czeka mnie weekend w szkole, więc muszę nadrukować 2 referaty. Jest piątek...miałam na to 2 tygodnie. Mhm.

Miłego weekendu! 


czwartek, 15 listopada 2012

Połóweczka...

Rany, jak ten czas zasuwa.

Na poniedziałkowej wizycie Pani doktor mnie trochę uspokoiła. W 'środku' wszystko wygląda super, szyjka prawidłowa, zamknięta, nie skraca się. W macicy wszystko gra i bryka. Ilość wód prawidłowa, łożysko prawidłowe.
Bóle brzucha mogą być, nikt nie mówił, że będzie pięknie. Widzimy się za 4tyg. jakby się coś działo to mam dzwonić. Amen.

Z ciążowych wieści.
Kilogramów na plusie brak, a w zasadzie to od wagi początkowej jestem na minusie -1,6kg (początkowo schudłam 6kg!). Centymetrów w brzuchu troszkę przybyło. Apetyt wrócił ze zdwojoną siłą, szkoda tylko, że razem z nim przyszła ochota na zupki błyskawiczne.
Młody (kiedy ja się przyzwyczaję?) bryka jak szalony, aktualnie upodobał sobie skakanie po pęcherzu.
Długie spacery mnie wykańczają, ciągnie mnie w pachwinach, strzyka w boku, kręgosłup wysiada, ciekawe co będzie później, jak już na tym etapie tak marudzę.
Wyprawka się szykuję. Ciągle przeglądam allegro. Chyba napiszę długi list do św. Mikołaja ;/

Od wczoraj główkujemy z mężnym nad imieniem. Rany, chyba nigdy się nie dogadamy.
Uparł się na Franka, Franciszka, Franusia. Mnie się podoba, ale wydaje mi się, że ostatnio jakiś wysyp Franków. Następne... Leon i tu jw. Mnie się podoba Tadeusz, ale mężu nie chce o tym nawet słyszeć.
Zgadzamy się tylko przy imionach Aleksander, Olaf i Bruno, ale nie czuję jakiegoś wielkiego 'łooooł'.

Będzie ciężko.

Ach, no i dziękujemy za wszystkie gratulacje!!! 

środa, 14 listopada 2012

It's a BOY!!




Będziemy mieć SYNA! 




Muszę z lekka ochłonąć. W zasadzie jeszcze na długo przed zajściem w ciąże rozmawialiśmy z mężem, że jak dziecko, to tylko syn. Początek ciąży, w mojej głowie nadal tylko chłopak. Ale stop, kurka, jak będzie córka to przecież też będę najszczęśliwsza na świecie, ważne, żeby zdrowe było i piękne! 
Jakoś zaczęłam myśleć o lokatorze jak o córce, mówiłam do brzucha 'Jagódko', a tu BĘC! Chłopak, bez cienia wątpliwości (i waży ok. 347g)
Śliczny będzie, mamusiny i będzie takim super facetem jak jego tata :) 


piątek, 9 listopada 2012

19t5d

Ech. Fatalna noc, dzień nie lepszy.
Chyba kolka jelitowa się do mnie przyplątała. W nocy budziłam się z płaczem, każdy ruch to ból. No-spa nie dała rady. Ostatecznie zasnęłam nad ranem, a po 9 ledwo się zwlekłam do ubikacji.
Odkładam wizytę w szpitalu, boję się go panicznie. Póki Młode się rusza i brzuch się nie spina, to jakoś sobie poradzę. Byle dotrwać do poniedziałkowej wizyty u gin.
Mężu krzyczy, że do lekarza mam się ubierać, ściemniam, że już przechodzi. Jest nieco lepiej niż w nocy, ale nadal wychodzi mi tylko leżenie bez ruchu.
Zaparzyłam miętę, mam nadzieję, że uda mi się przełknąć choć jeden kubek.

Leżakowania ciąg dalszy. Obiecuję, że jak do jutra nie przejdzie to jadę do lekarza. Mhm.

niedziela, 4 listopada 2012

19t0d

Witam się w ten niedzielny poranek. Głód mnie zbudził o 7 i miejsca sobie nie mogę znaleźć od tej pory, więc zasiadłam z ciepłą herbatką i staram się coś nastukać.

Ciążowych wieści garść. 19t0d. Dzieć szaleje. Jak na razie kilogramów na plusie 0. Czuję się super, poza permanentnym bólem głowy i łapiącymi czasami bólami brzucha. Rozciągam się na całego.
W dodatku nie wiem czy to to, ale jak to się mówi 'brzuch się stawia', to chyba niedobrze ;/
Na szczęście wizyta już w poniedziałek 12, a 14 zasuwamy z mężem na połówkowe. Muszę chyba spisać wszystkie pytania na kartce, bo ostatnio mój mózg ma problem z zapamiętywaniem.
Zapisałam się też na zajęcia z edukacji okołoporodowej i już się nie mogę doczekać pierwszego spotkania.

Poza tym, odwiedziłam wczoraj kuzynkę. Ponoć wyglądam 'na chłopaka' cokolwiek to znaczy :D
Przywlekłam 3 siaty ciuszków, w poniedziałek czeka mnie wstępna selekcja, bo nie wszystko się nadaje.
Sprawa wózka się tymczasowo rozwiązała, bo wózek też przytargałam. Wielka, brzydka krowa. Ale po Waszych radach i przetrzepaniu wózkowego forum doszłam do wniosku, że nie będziemy inwestować w żadne wynalazki 2w1, przygarniemy to co dają, a na zimę zaopatrzymy się w wypasioną, terenową spacerówkę :)) Niestety, dziś czeka mnie szorowanie tej krowy. Co się dało to wrzuciłam do pralki, ale budka i siedzisko jest przytwierdzone nitami do ramy, więc muszę wymyślić inny sposób. Szkoda, że z naszej łazienki po remoncie zrobiła się klitka, bo tak bym dziada wrzuciła do wanny i porządnie wyszorowała.

Z mniej przyjemnych rzeczy, czeka mnie kilka wizyt u dentysty. Miałam wyleczyć wszystko przed ciążą, ale jakoś nie wyszło. Później mdłości nie pozwalały, a teraz jestem nieco przeziębiona, więc wizyta chyba zostanie odroczona na przyszły tydzień.
Czy to prawda, że w III trymestrze znieczulenie jest zakazane?

środa, 24 października 2012

Wózkownia

Wózek to będzie cięęężki wybór. Możecie się śmiać, ale swoje typy miałam już na dłuuugo przed zajściem w ciąże ;p
Miał być Tako Laret, albo Captiva. Teraz codziennie zmieniam zdanie. Siedzę od kliku dni i tylko przeglądam Allegro, Tablicę, Gumtree. Czytam o wagach, o wymiarach, o kołach, amortyzatorach, siedziskach i coraz większy mętlik w głowie mej. 
Mieszkamy na 4 piętrze bez windy, więc wózek musi być w miarę lekki (a wszystkie, które mi się podobają to jakieś ciężarowce). Mamy mały samochód, a sporo jeździmy, więc musi się mieścić do bagażnika (oczywiście wszystkie, które mi się podobają to wielkie krowy). No i reszta bzdetów typu rozkładane siedzisko w spacerówce montowane przodem lub tyłem do kierunku jazdy, fajny koszyk na zakupy, pompowane koła, możliwość wpięcia maxi cosi no i cena... nie większa niż 1700 za nowy, ale ostatnio coraz częściej zastanawiam się nad używanym. Takie cuda niekiedy można wyrwać za grosze, że nie wiem czy jest sens kupować nowy. 

Ostatnio po głowie krąży Ballerina (tylko oczywiście nie czarna), ale opinie mówią, że lekka nie jest i, że nie do każdego samochodu wejdzie.

Na równi z Balleriną stoi Roan Marita. Opinie nieco lepsze niż Ballerina, ale nadal ciężki i duży.
                                             

Biorę też pod uwagę x-landera xa, ale nie mogę doczytać czy jest możliwość zamontowania spacerówki tyłem do kierunku jazdy, a to dla mnie bardzo ważne, bo pod koniec lata chciałbym, żeby Młode jeździło już w spacerówce, a zimą to już chyba nawet do gondoli się nie zmieści (i tu zastanawiam się nad tańszą gondolą, a później zakup lepszej spacerówki).
W kolejce dalej stoją jeszcze Espiro Vector Pro, Jedo Fyn, albo któryś Tutek.
Oczywiście zdanie pewnie zmienię jeszcze 5 razy. Mąż mi nie pomaga, bo jemu wszystko jedno, a najlepiej, żeby wózki były dwa, jeden w domu, drugi na spacery (tiaaa). Mam nadzieję, że trochę mi się rozjaśni, jak wybierzemy się na rundkę po sklepach w celu przetestowania. 
Uchh, ciężko to widzę, na szczęście czasu jeszcze sporo, ale jak mi wszyscy trują, że "zleeeeeeeci" to się nieco przerażam. 

A Wy Przyszłe_Mamy macie swoje typy? A może Już_Mamy mogą polecić/odradzić swoje 'bryki'? :)

niedziela, 21 października 2012

Puk Puk?!

Rany, rany.
Chyba Bąbel do mnie zapukał. Od kilku dni 'coś' czułam, nie byłam pewna czy to TO, ale po dzisiejszym poranku, aaaaaaaaa.... zastukał do mnie :DDD


Iiii, zaczęłam się dobrze czuć. Latam do WC co 10minut, a w środku nocy budzi mnie głód, ale jest dobrze! :)


środa, 17 października 2012

17tydzień

Brak weny mnie ogarnął. Totalne niechemisię. Ponoć II trymestr to najlepszy okres, kobieta ma mnóstwo energii, mdłości ustępują, apetyt wraca... tiaa. Najchętniej nie wychodziłabym z łóżka, mogłabym przespać cały dzień. Dalej mam odruch wymiotny, zakupy w supermarkecie to masakra. Fakt, więcej rzeczy mi 'wchodzi', najlepiej oczywiście czekolaaadaaa :)
Poza tym, kręgosłup dokucza, kolana bolą, a po wyjściu na 4 piętro mam zadyszkę jakbym co najmniej na 10 wbiegła.

Zaczęliśmy 17 tydzień. Niestety na ostatniej wizycie nie udało się podglądnąć czy Obcy jest dziewczynką czy chłopczykiem, ale 14 listopada mamy badania połówkowe i mamy nadzieję, że wtedy już coś nam pan doktor powie ;)
Nie możemy z mężem się nadziwić jak ten czas zasuwa. Śmiejemy się, że pewnego dnia w nocy obudzi nas ryk, a my ze zdziwieniem spojrzymy na siebie i zapytamy 'skąd TO się tu wzięło' :D



piątek, 28 września 2012

II trymestr!


Między jednym sprzątaniem, a drugim (a powinnam odpoczywać, cholerka!) skrobnę tylko, że jesteśmy już po badaniach genet.
Wygląda na to, że wszystko w porządku (wyniki krwi mają być za 10dni). Bąbel ma już 7cm, serce bije 161ud/min. Mąż się wzruszył, a teraz łazi dumny jak paw.
Fikał ten nasz Dzieć niesamowicie. Przezierność karkowa prawidłowa, kość nosowa na miejscu, dwie ręce są, nogi też, doktorek stwierdził, że kierowcą może być ;)

Poza tym wkroczyliśmy w II trymestr, ponoć to najlepszy okres ciąży, a ja czuję się gorzej niż w pierwszym. W dodatku chyba hormony mi wariują, mogłabym cały czas płakać, wściekam się na męża, na remont. Zaczynam zapominać, wszystko mi leci z rąk, głupieję kurczę :P
Mężny ostatnio powiedział, że coś mi się brzuch zmienił. Faktycznie coś tam chyba kiełkuję :)



Remont trwa, w dodatku wychodzą niefajne sprawy z fachowcami. Byliśmy dogadani na konkretną kwotę za wszystko, dopytywaliśmy przed rozpoczęciem prac. Płyty na ścianę, oświetlenie, wymiana drzwi, płytki podłogowe + wstawienie kabiny i podłączenie wszystkiego... miało być 960zł. Doszły płytki na ścianę czyli jakieś +400zł, a dziś nagle Pan mówi, że 1800 bez malowania i kabiny (!), za wstawienie kabiny liczy sobie 200zł. Mąż wściekły, ja jeszcze bardziej, bo umawialiśmy się na inną kwotę, a teraz każdy grosz się liczy ;/
W dodatku wszystko się przeciąga, miały być 4-5dni, panowie zaczęli dzień później, ich dzień pracy trwa od 8:30 do 14:30. Jestem zła, zła, zła.

Koniec marudzenia na dziś ;)

poniedziałek, 17 września 2012

Powizytowo z łapką w buzi ;)

Wpadam tylko na szybciocha napisać, że nasz mały Bąbliszon ma 5cm, serducho stuka, łapki lądują w buzi, a palce u stóp to ma na bank po tatusiu :))

Remont łazienki dziś ruszył, wszystko jest w białym pyle, chyba do świąt się będziemy odgruzowywać ;//
Tak więc znikam na jakiś czas.

środa, 5 września 2012

9w4d

Ech, martwię się.
Zarejestrowałam się na forum, pomyślałam, że fajnie poznać nowe osoby, na podobnym etapie ciąży, walczące z mdłościami, z wyborami wózka/łóżeczka/kołyski, dzielące się radościami i problemami. Ale jak kolejny raz wchodzę i czytam, że 'serduszko przestało bić', to mi się odechciewa. Wiem, że czasami tak się zdarza, niestety nikt na to nic nie poradzi, ale jakoś tak... smutno. Daję sobie bana na fora.

Kolejna wizyta dopiero 17.09, jeszcze tyyyle czasu. Chciałabym już zobaczyć to moje kilku centymetrowe szczęście.





środa, 29 sierpnia 2012

29.08

Uff, moje wyniki po tygodniu diety wyszły zadowalające. Zbiłam cukier do dolnej granicy normy. Pani doktor powiedziała, że ciąża mi służy, bo obyło się bez dodatkowych wizyt u lekarza no i zmobilizowała mnie trochę do dietowania. Mam nadzieję, że jak za 2tyg powtórzę wynik to nic się nie zmieni. Dla własnego spokoju (i zdrowia) ograniczyłam jednak 'złe' słodycze i zastąpiłam je owocami, które od kilku dni mogłabym jeść tonami, om nom nom.

Mdłości męczą nadal. Po otwarciu lodówki mam ochotę do niej zwymiotować. Ukochana jajecznica męża nadal wywołuje u mnie płacz i odruch wymiotny (na szczęście jeszcze nie dane było mi wymiotować, mam nadzieję, że jakoś się 'uchowam' bez tego). Mięso jest bee, toleruję tylko swojską kiełbaskę na kanapce ;D

Waga spada, ale ja od zawsze byłam waga ciężka więc cieszy mnie to niezmiernie, jak na razie -1,6kg ;)


Jesteśmy umówieni już na badania genetyczne na 24 września, oboje z mężnym nie możemy się doczekać!


środa, 22 sierpnia 2012

Co w brzuchu gra..

Witam się po kolejnej wizycie.
Niestety moje wyniki nie wyglądają najlepiej, tzn. generalnie wszystko w porządku, poza tą nieszczęsną glukozą i tsh. Chwilowo jestem na diecie bez cukrowej, w piątek muszę powtórzyć badanie. Czuję się fatalnie, dla mnie dzień bez słodyczy to masakra, jestem wściekła i bez kija nie podchodź. Mam nadzieję, że ta moja kilkudniowa 'dieta' zadziała i cukier trochę spadnie, bo jak nie to oprócz wizyty u endokrynologa czeka mnie jeszcze diabetolog ;/

Na szczęście z Bąblem wszystko dobrze. Na poprzedniej wizycie miał niecałe 3mm, a teraz 'wielkolud' mierzy już 11,3mm. Serducho bije. Pani doktor pokazywała gdzie jest główka i mówiła, że na badaniach prenatalnych za jakieś 4-5tyg. już będzie wszystko wspaniale widać. USG pokazało teraz 7t2d.



Dalej mnie męczą mdłości... i to takie całodniowe. Poza tym mam mega ochotę na piwo, nigdy nie przepadałam, a teraz jak widzę to aż mi się oczy świecą, mąż się śmieje, że ciekawe co z tego Bąbelka wyrośnie jak już na piwo ma chęć :P

W ogóle jakoś podświadomie nastawiam się na chłopaka. Zawsze chciałam mieć syna. Moja mama i teściowa mówią, że dziewczynka ma być, no ale wiadomo, co by nie było najważniejsze żeby było zdrowe :)) 

piątek, 17 sierpnia 2012

'zachcianki'

Nie sądziłam, że to nastąpi tak szybko, jestem w szoku.
Miałam ochotę na duszoną marchewkę z groszkiem, tydzień za mną chodziła. Zrobiłam wczoraj, skubnęłam i mało nie zwróciłam... to jednak nie to. Dziś zaś przyszła ochota na kapuśniak, albo bigos... kwaśny bigos, taki jak robi moja mama. Oczywiście, składników w domu niet, poza tym pewnie jakby wszystko było gotowe to nagle by mi się odechciało, także szkoda nawet mojego czasu. Żeby trochę Bąbla oszukać wsunęłam 3 mega kwaśne i baaardzo słone kiszone ogóry, na chwilę pomogło.

Po za tym od kilku dni boli mnie w krzyżu. Martwię się, chociaż to pewnie normalne. Dobrze, że wizyta już w poniedziałek.

Rozglądam się też za jakimiś wspomagaczami 'antyrozstępowymi', na razie jeszcze nie rosnę, a nawet chudnę, ale nawilżenie skóry jest ważne od początku, więc nie ma co czekać.
Na tapecie jest Palmer's, ale czytałam, że dosyć intensywnie pachnie, co na początku ciąży może nieco przeszkadzać. Przetestuję więc na razie coś tańszego i skuszę się na Babydream fur Mama + oliwka Hipp, ma chyba najlepszy skład ze wszystkich drogeryjnych.
Akcja nawilżanie -START!


poniedziałek, 13 sierpnia 2012

13

Uff, pierwsze pobieranie krwi za mną. Ile nerwów mnie to kosztowało, ile koszmarów w nocy, głowa mała.
Przez tyle lat nie miałam nigdy pobieranej krwi, ale jak mus to mus. Mężu już nie mógł słuchać mojego ględzenia, umierania, płaczu, ale dzielnie wspierał i mówił, że nawet nie poczuję. Oczywiście był ryk, jak można nie poczuć jak mi coś w żyłę będą wbijać, krew spuszczać, na pewno zemdleje/umrę :P
No ale poszłam'dzielnie', powiedziałam Pani, że ja pierwszy raz, położyłam się na kozetce i... nawet nie zauważyłam kiedy to się stało! :D
Czekają mnie częste wizyty w przychodni, ale pierwszy strach już za mną i teraz będzie lepiej ;)


Od jakiegoś czasu czuję, że jestem w ciąży. Wstaję pełna sił tylko po to, żeby w południe znów położyć się spać. Mdłości nie dają spokoju, o dziwo, nie poranne, ale popołudniowe co mnie najbardziej denerwuje. Banany mogłabym jeść tonami, w poprzednim wcieleniu chyba byłam małpą, mam nadzieję, że nasz Bąbel jednak będzie człowiekiem :D

W poniedziałek następna wizyta, nie mogę się doczekać. Mężu chce się wybrać ze mną :))



wtorek, 7 sierpnia 2012

I już po wizycie.
Zapisana byłam na 20:30, ale jak tylko przyszłam, to wiedziałam, że przed 22 stamtąd nie wyjdę. Czekałam, brzuch bolał z nerwów, zza drzwi słychać było bicie jakiegoś ogromnego serducha. Do gabinetu weszłam kilkanaście minut po 22, nie jest źle. Pani doktor spisuje dane, pyta o OM, mówię, że 17 czerwca, uśmiecha się i pyta, 'a dalej?', odpowiadam, że mam nadzieję, że dzisiaj się dowiem.
Kobieta przemiła, uśmiechnięta, a przede wszystkim delikatna. Po badaniu palpacyjnym dalej się uśmiecha, mówi, że już wie, ale musi mieć 100% pewności. Kładę się na kozetce z głowicą usg między nogami. Zniecierpliwiona pytam czy coś jest. Spokojnie, najpierw sprawdzamy jajniki, wszystko ok, macica piękna, a w niej piękny pęcherzyk i zarodek! Wygląda na młodszy niż wynika z OM, cały tydzień, ale przy moich długich cyklach to bardzo możliwe. Wczoraj USG wyliczyło 5t6d, niecałe 3mm szczęścia.
Doktor mówi, że nie ma jeszcze tętna, ale żebym się nie stresowała, bo teraz jest taka granica, i za 3dni pewnie będzie widać. Mam przyjść w czwartek. Ale chwila, coś tam mruga. Gasimy światło i jeszcze raz wszystko sprawdzamy. Pani doktor obraca monitor w moją stronę i prawie równocześnie wykrzykujemy 'JEST!', pulsuje jak szalone! Nogi mi się trzęsą i łza wzruszenia cieknie po poliku, cudownie. Bąbel się ładnie ułożył teraz wszystko pięknie widać.
Poprosić męża? nieee i tak nic nie zobaczy ;)

Dostaję listę badań, na początek tylko te podstawowe. Pierwszy raz będę miała pobieraną krew. Pani doktor mnie pociesza i wpisuję na listę tylko 6 pozycji na dobry początek ;)
Zakaz brania no-spy, luteina niepotrzebna, ale dla mojego świętego spokoju dostaję jeszcze na 2tyg.
Kolejna wizyta 20.08.

Wychodzę z gabinetu ucieszona, pędzę do samochodu (mąż czekał na mnie prawie 4h). Pokazuję mu fotę, tłumaczę, że tu jest nasz bąbel, a to jego mieszkanko, mówię, że widziałam 'serducho', a on nie dowierza. Patrzymy jeszcze chwilę na małą karteczkę i śmiejemy się do siebie :) NASZ BĄBEL, mężu twierdzi, że na pewno będzie baba! :P





piątek, 3 sierpnia 2012

03.08.2012

Fatalnie się dziś czuję. Pogoda nie pomaga. W cieniu termometr pokazuje pawie 35stopni.
Wstałam dziś o 7. Ostatnio wieczorem długo nie mogę zasnąć, a budzę się wcześnie, przez to w ciągu dnia jestem nieżywa i tylko czekam na wieczór. Wieczorem zaś kręcę się w łóżku 3 godziny, 10 razy wstaję do wc i nasłuchuję różnych dziwnych szelestów. Nie potrafię się wyciszyć i nie myśleć o niczym.


Jeszcze 3 dni do wizyty. Według OM mamy teraz 7tydzień (6t5d). Wydaje mi się, że Bąbel powinien być już dobrze widoczny, ale pewnie wszystko zależy od sprzętu którym jest wykonywanie badanie.

poniedziałek, 30 lipca 2012

Pierwsza wizyta

6 sierpnia czeka mnie pierwsza, ciążowa wizyta u lekarza. 

Co prawda taką pierwszą pierwszą mam już za sobą, ale bez usg nie można było potwierdzić ciąży. Pani gin. była niemiła i niedelikatna. Chcę jak najszybciej o tym zapomnieć ;)

Zrobiłam więc szybki przegląd internetu i teraz wybieram się do kogoś polecanego.
Przez telefon Pani doktor powiedziała, że może uda się zobaczyć serducho, nie mogę się doczekać, a jednocześnie martwię się, czy wszystko ok.
Kobiety w ciąży powinny mieć zakaz dostępu do internetu. I ja daję sobie takiego częściowego bana, przede wszystkim na wszystkie mamuśkowe fora, gdzie kobiety zamiast cieszyć się z braku dolegliwości piszą, że pewnie ciąża się nie rozwija, bo mdłości brak, piersi nie urosły i jakoś tak w ciąży się nie czują.


Byle do poniedziałku! :))

Będziemy rodzicami!

Pierwszy test zrobiłam 30dc z nadzieją, że zobaczę chodź cienką, bladą kreseczkę. Klops, kreski nie było, ale się nie poddałam, wszak okres jeszcze nie przyszedł, nadzieja więc była.
Drugi test w 33dc... nic, lekka załamka, dwa głębokie wdechy "nie teraz, to za miesiąc" myślę. Test trzeci, tym razem wieczorny, jest 36dc, mój cykl nigdy nie trwał tak długo, nadzieja jeszcze nie umarła, zanurzam paseczek w pobranej próbce, odkładam na półkę. W międzyczasie myję zęby, coby nie patrzeć z politowaniem na kawałek papierka. Zerkam po 3 minutach-nic, 5minut-nic. Straciłam nadzieję, żalę się mężowi. W środę mam nadzieję iść do lekarza po coś na wywołanie okresu, żaden mój cykl nie był tak długi.
Dzień później-poniedziałek. Mężu wybył do pracy, a ja od niechcenia zrobiłam jeszcze jednego 'sikańca'. Po 3 minutach śmiałam się i płakałam jednocześnie,
BĘDĘ MAMĄ!

Mężovsky dostał smsa (tak, ja z tych w 'gorącej widzie kąpanych'), sam pytał jak się czuję, więc odpisałam "Dobrze, tatuśku ;)"... zwrotnego nie dostałam, albo jest zajęty, albo zemdlał przy biurku.
Czekałam w domu jak na szpilkach, oglądałam test chyba 300 razy, czy na pewno to co widzę, to to, co miało tam być. Godzina 16, jest, wrócił. Mówię 'nie cieszysz się?', zapytał z czego, pokazuje test. Najpierw zbladł, uśmiechnął się, a później moooocno przytulił. Cieszy się!

Dla potwierdzenia zrobiłam jeszcze jeden test po 3 dniach, nadal tam jest!


Uwierzę, jak zobaczę Bąbla na ekraniku.